niedziela, 30 kwietnia 2017

Chcę oglądać twoje nogi... [cz. 3]

W niedzielę wszyscy wstaliśmy nieco później niż zwykle. Najpewniej było to spowodowane wypitym poprzedniego dnia alkoholem, ale tłumaczyliśmy sobie, że to wolna niedziela tak na nas zadziałała. Ja prosto z sypialni powędrowałem pod prysznic, a Kasia miała iść przygotować śniadanie. Gdy już ubrany szedłem w stronę kuchni, usłyszałem, że nasz gość również już wstał. Rozmowy i śmiechy dochodziły już od tarasu na całego. Czyli śniadanie dzisiaj na dworze. Ruszyłem aby do nich dołączyć.

Gdy wyszedłem lekko mnie zamurowało. Kasia ubrała się dzisiaj w bardzo krótkie spodenki i koszulę, która była dość cienka, przez co nieco prześwitująca. Oczywiście w połączeniu z jej brakiem stanika, wyglądała bardzo wyzywająco. Nie trzeba było się mocno przyglądać, by dostrzec to, co zazwyczaj zakazane dla obcych oczu. Do tego jednak, że jej biust jest nieraz wystawiony na wgląd innych oczu już się zdążyłem przyzwyczaić, więc szybko powrócił uśmiech na mojej twarzy i dosiadłem się do nich jak gdyby nigdy nic. Dopiero gdy odsuwałem krzesło dostrzegłem jeszcze jeden drobny element jej stroju. Na stopie znowu miała błyszczący łańcuszek. Również przez całą stopę, ale tym razem srebrny, w drobne listki.  Znów przez głowę przeszło mi myśl, skąd ona ta ma i gdzie to kupuje?
-głodny? – wyrwała mnie z rozmyślania Kasia
-owszem – dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że już mi w brzuchu burczy
-no to wcinaj
Nałożyłem sobie i zacząłem przysłuchiwać się rozmowie, którą swoim wejściem przerwałem.
-to mówisz, że na grilla miałbyś ochotę? – pytała naszego gościa Kasia
-a chętnie, już dawno nie grillowałem, a pogoda sprzyjająca
-o tak, pięknie dzisiaj – zgodziła się żona – i strasznie gorąco
-o taak – westchnąłem i uśmiechnąłem się, po czym wróciłem do jedzenia
-masz coś na myśli? – rzuciła mi niedbale Kasia – a z resztą, nieważne. Trzeba będzie podjechać do sklepu, bo na grilla nic nie mamy. Podjedziesz kochanie?

wtorek, 25 kwietnia 2017

Chcę oglądać twoje nogi... [cz. 2]

 Marek zaczął swój profesjonalny masaż podobnie jak wcześniej. Rozgrzał ręce i powolnymi, spokojnymi ruchami na przemian ugniatał,  gładził, ściskał i pieścił stopy mojej ukochanej. Tym razem jednak nie był już tak nieśmiały. Pewnymi ruchami obejmował całe stopy, a nieraz również kostki, łydki czy nawet uda do wysokości zakończenia sukienki. Dalej się nie wychylał. Oddech Kasi ponownie stał się jakby płytszy i bardziej przyśpieszony już po dosłownie dwóch minutach. Zaczynała się subtelnie wiercić na kanapie. Podobało jej się, a ja musiałem przyznać przed sobą, że mi też to wszystko się podoba. Jej podniecenie, jej stan no i stopy… masowane przez kolegę.

Marek tymczasem pozwolił sobie na nieco więcej. Uniósł lewą nogę Kasi lekko do góry i zbliżył swoją twarz do jej stopu. Wydawało się, jakby chciał ją pochłonąć… Zjeść, wylizać, wycałować. Ograniczył się jednak do przejechania nosem po wierzchniej części stopy, w sposób taki, że z boku wyglądać to mogło jak wąchanie najwyższej jakości cygara. Po chwili to samo uczynił z drugą stopą. Nie wiem czy mi się tylko wydawało, czy było tak naprawdę, ale widziałem, jak na końcu zatrzymał się i pocałował smukłą stópkę w okolicach palców. Wrócił do właściwego masażu, wprowadzając jednak swoją nowość co jakiś czas w życie. Także nogi Kasi coraz częściej wędrowały w górę, a Marek wykorzystując to zaczął ją od czasu do czasu całować i „smakować” swoim językiem. Żona była  zachwycona, a ja starałem się nie myśleć o tym, czy to aby całkiem normalne. Wszystko odbywało się w niesamowitej atmosferze, praktycznie w kompletnej ciszy, zakłócanej tylko pojedynczymi westchnięciami Kasi oraz wyznaniami zachwytu Marka dla stóp mojej ukochanej. Współgrali ze sobą bez słów. Kolega dawał przyjemność, a żona czerpała ją garściami dla siebie.

środa, 19 kwietnia 2017

Chcę oglądać twoje nogi...


Moja żona od zawsze miała dwa fetysze odnośnie swojej osoby. Pierwszy - to okazywana ostentacyjnie niechęć do staników, a drugi – to zamiłowanie do nóg. Swoich nóg. Dlatego też w jej garderobie zamiast setki różnorakich staników, miała dwie setki rajstop, podkolanówek, zakolanówek, skarpetek, pończoch, szpilek, botków i innych tego typu rzeczy. Nigdy mi to nie przeszkadzało, ba, nawet nie wiedziałem, że ma tego więcej niż inne kobiety. Dlatego też przez 10 lat naszego małżeństwa, znałem tylko jeden jej fetysz (czy tam wrodzoną niechęć) – ten ze stanikami. W końcu naprawdę ciężko było nie zauważyć, że praktycznie połowę życia chodzi bez górnej części kobiecej bielizny. Bardzo mi się to podobało w jej wydaniu, szczególnie, że nigdy nie przesadzała z eksponowaniem swojego biustu. Nie była wulgarna w swoim sprzeciwie wobec stanika, a po prostu pięknie komponowała swoje krągłości bez tego elementu garderoby. Delikatny zarys jej piersi pojawiających się spod najczęściej białych bluzek czy koszul, często powodował przyśpieszony napływ krwi w jedno miejsce mojego ciała. Rodzina i znajomi też znali jej poglądy na temat krępującej jej zdaniem bielizny, więc przyzwyczaili się do widoku prześwitujących półkul mojej małżonki. Koledzy często komentowali z aprobatą jej styl, a koleżanki starały się udawać, że to coś normalnego. Czasem tylko w chwilach, gdy w otoczeniu zaczynały dominować tematy podtekstowe, widać było zazdrość w oczach kobiet, gdy całe męskie grono wpatrywało się w twardniejące sutki mojej Kasi. Ale to sporadyczne przypadki, więc nie ma czego wspominać. W swoim proteście pomogła też mojej żonie matka natura, która obdarzyła ją naprawdę kształtnym i jędrnym biustem w rozmiarze D, a Kasia dzięki ćwiczeniom utrzymywała go cały czas w dobrej formie. Nie chwaliła się nim, ale też nie miała się czego wstydzić, więc zachowywała się bardzo naturalnie pomimo bardzo nachalnego niekiedy wzroku mężczyzn na ulicach, barach i innych publicznych miejscach.