środa, 19 kwietnia 2017

Chcę oglądać twoje nogi...


Moja żona od zawsze miała dwa fetysze odnośnie swojej osoby. Pierwszy - to okazywana ostentacyjnie niechęć do staników, a drugi – to zamiłowanie do nóg. Swoich nóg. Dlatego też w jej garderobie zamiast setki różnorakich staników, miała dwie setki rajstop, podkolanówek, zakolanówek, skarpetek, pończoch, szpilek, botków i innych tego typu rzeczy. Nigdy mi to nie przeszkadzało, ba, nawet nie wiedziałem, że ma tego więcej niż inne kobiety. Dlatego też przez 10 lat naszego małżeństwa, znałem tylko jeden jej fetysz (czy tam wrodzoną niechęć) – ten ze stanikami. W końcu naprawdę ciężko było nie zauważyć, że praktycznie połowę życia chodzi bez górnej części kobiecej bielizny. Bardzo mi się to podobało w jej wydaniu, szczególnie, że nigdy nie przesadzała z eksponowaniem swojego biustu. Nie była wulgarna w swoim sprzeciwie wobec stanika, a po prostu pięknie komponowała swoje krągłości bez tego elementu garderoby. Delikatny zarys jej piersi pojawiających się spod najczęściej białych bluzek czy koszul, często powodował przyśpieszony napływ krwi w jedno miejsce mojego ciała. Rodzina i znajomi też znali jej poglądy na temat krępującej jej zdaniem bielizny, więc przyzwyczaili się do widoku prześwitujących półkul mojej małżonki. Koledzy często komentowali z aprobatą jej styl, a koleżanki starały się udawać, że to coś normalnego. Czasem tylko w chwilach, gdy w otoczeniu zaczynały dominować tematy podtekstowe, widać było zazdrość w oczach kobiet, gdy całe męskie grono wpatrywało się w twardniejące sutki mojej Kasi. Ale to sporadyczne przypadki, więc nie ma czego wspominać. W swoim proteście pomogła też mojej żonie matka natura, która obdarzyła ją naprawdę kształtnym i jędrnym biustem w rozmiarze D, a Kasia dzięki ćwiczeniom utrzymywała go cały czas w dobrej formie. Nie chwaliła się nim, ale też nie miała się czego wstydzić, więc zachowywała się bardzo naturalnie pomimo bardzo nachalnego niekiedy wzroku mężczyzn na ulicach, barach i innych publicznych miejscach.


Gdy przychodziło gorące lato, a Kasia wyciągała ze swojej szafy topy, dopiero zaczynały się przyjemne widoki. Ja miałem wiecznie na nią ochotę, pobudzony jej wyeksponowanym biustem. Potrafiłem specjalnie oblewać ją wodą podczas pracy w ogrodzie, by napatrzeć się na jej mokrą, prześwitującą i przyklejoną do nagich piersi koszulkę. Niekiedy była na mnie za to zła, ale najczęściej kończyło się to wspaniałym seksem. Często w ogrodzie, bo któż by doszedł w takim stanie do sypialni?

Wzrok obcych mężczyzn w lecie również się wzmagał, bo lekkie, zwiewne sukienki czy koszule oraz opięte topy mocno eksponowały krągłości mojej ukochanej, na co faceci nie mogli nie zwracać uwagi. Nieraz widziałem, jak któryś w coś przywalił (najczęściej w jakieś artykuły w markecie albo jakąś studzienkę na chodniku) zapatrzony na moją Kasię. Często też byliśmy świadkami dość głośnych kłótni, zaczynanych przez zazdrosne partnerki zapatrzonych panów. Żona najczęściej nie zwracała na to uwagi, ewentualnie śmiała się razem ze mną z tych napalonych samców. Była mi wierna, kochała mnie, była ze mną szczęśliwa i nie interesowała się innymi facetami, a sam jej ubiór, wzbudzający takie zainteresowanie, nie był na pokaz, tylko dla jej wygody. Choć przekładał się też dość często na nasze lepsze (bogatsze) życie łóżkowe.

Niestety Kasia musiała zrezygnować ze swojego specyficznego stylu ubioru w pracy, gdyż skargi płynące od kobiecej części załogi, oraz rozkojarzenie męskiej, zmusiły dyrektora do interwencji i w konsekwencji nakazu zmiany sposobu ubierania się przez moją żonę. Dlatego też na te blisko dziewięć godzin, pięć dni w tygodniu, Kasia musiała rezygnować ze swoich poglądów i wskakiwać w stanik, przy wyraźnym jej niezadowoleniu. Ona czuła się z tym źle, ale dla mnie taka odskocznia od normy okazywała się wręcz pożądana, bo jako typowy facet, mając ciągle to samo, po prostu mógłbym się zanudzić, a tak, dostawałem trochę tego, trochę tego. Dzięki temu doceniałem jej ubiór zarówno do pracy jak i po pracy.

O drugim fetyszu mojej małżonki nie miałem przez te 10 lat małżeństwa i dodatkowych kilka lat znajomości, zielonego pojęcia. Nigdy nie zwracałem na to uwagi, że Kasia ma dużo „ubrań dla nóg”. Nie mieszkałem nigdy z kobietą inną niż moja obecna żona (no i mama, wiadomo, ale to co innego), a krótkie, przelotne  znajomości z innymi kobietami nigdy nie zaprowadzały mnie do ich szaf, stąd też nie miałem pojęcia ile kobiety mają w swoich garderobach miejsca na wszelkie rajstopy, leginsy, pończochy, zakolanówki, podkolanówki czy buty. Myślałem, że to normalne i że każda kobieta ma podobnie, szczególnie, że w filmach często kreują kobiece bohaterki które mają 20 metrową szafę na buty. Jak się okazało – w życiu tak nie jest.

Wszystko wyszło na jaw pewnego letniego, sobotniego wieczoru… Odwiedził nas mój kolega ze studiów Marek. Zapowiedział się na tydzień wcześniej z wizytą, a że nie widzieliśmy się ładnych kilka lat, to zaprosiłem go do nas na dłuższą pogawędkę okrapianą alkoholem. Marek był zwykłym facetem, w moim wieku czyli jeszcze przed czterdziestką, dość wysoki, szpakowaty już i z delikatnie zarysowanym mięśniem piwnym. Nie był typem playboya, ale nie był też jakiś „ostatni”, choć jak to mawiała moja żona, do finału u żadnej kobiety się nie załapał. Był starym kawalerem i choć pewnie nie specjalnie cieszył go ten fakt, to nigdy nie słyszeliśmy, by narzekał na brak kobiety. Zajmował się swoją firmą, a dzięki temu, że nie miał rodziny, poświęcał jej na tyle dużo czasu, że przynajmniej finansowo odbijał sobie brak szczęścia w miłości.

Kasia na wieść, że odwiedzi nas gość, przygotowała coś dobrego do jedzenia na kolację, wystroiła się w sukienkę przed kolano, odpowiednie do sukienki pończoszki i dość wysokie szpilki. Oczywiście dodała do tego nutkę erotyzmu, bo delikatnie opinająca ciało sukienka pokazywała zarys jej jak zwykle nieokrytych niczym piersi. Marek gdy ją zobaczył, lekko się zaciął na chwilę już w progu, a później głośno komplementował jej piękny wygląd i kilka razy dał mi do zrozumienia, że zazdrości mi takiego skarbu w domu. Ja w duchu zgadzałem się z nim całkowicie, bo mimo pewnego już stażu małżeńskiego, ciągle uważałem moją żonę za ósmy cud świata. W czasie kolacji widziałem pożądliwy wzrok Marka, ale byłem do tego przyzwyczajony, bo żona nie pierwszy raz już działała tak na faceta. Akceptowałem to, a nawet byłem dumny, że tak potrafi się podobać i przyciągać uwagę mężczyzn, pomimo nieubłaganie biegnących nam lat. Kiedy skończyliśmy jeść i wypiliśmy pierwszą butelkę wódki, subtelnie podaną w postaci smacznych drinków, postanowiliśmy przenieść się do salonu. Uznaliśmy, że będzie nam zdecydowanie wygodniej i luźniej niż przy stole. Przenieśliśmy swoje szklanki do drinków na ławę stojącą centralnie na środku pomieszczenia i usiedliśmy na skórzanym, brązowym – białym wypoczynku. Marek wybrał szeroki, wygodny fotel, a ja z żoną postanowiliśmy spocząć na kanapie.

Wieczór upływał nam w bardzo przyjemnej atmosferze. Mieliśmy sobie z Markiem dużo do powiedzenia, a z biegiem czasu i pod wpływem kolejnych drinków, wzięło nas również na wspomnienia. W pewnym momencie Kasia wystrzeliła jak z procy w stronę kuchni, po czym wróciła z dwoma półmiskami na ręku.
-gdzie ja mam głowę – powiedziała, stawiając to co, co przyniosła na stole – zrobiłam przekąski i zostawiłem w lodówce, cudowna pani domu, nie ma co!
-oh Kasiu przestań, nie byliśmy przecież głodni po takiej pysznej kolacji – odpowiedział jej Marek
-no właśnie, jedlibyśmy z musu, a tak, teraz je docenimy – dodałem od siebie
-jakie słodziaki – zaśmiała się żona i poszła po kolejny półmisek
Zrobiła jeszcze kilka takich rundek, w trakcie których doniosła jeszcze kilka przekąsek, talerzyki i sztućce. Gdy w końcu stwierdziła, że to wszystko, opadła z westchnieniem na kanapę.
-uhh, koniec – powiedziała wyraźnie zadowolona z siebie – nie obrazicie się chłopaki na mnie, jak się trochę rozłożę?
Nie czekając na odpowiedź, choć ta oczywiście była pozytywna, zdjęła swoje szpilki i oparła się o mnie, wyciągając swoje długie nogi na sofie. Na szczęście miała na sobie na tyle długą sukienkę, że nie dało się zauważyć końca jej pończoch. Na nieszczęście, była wystarczająco krótka, by pokazać już koronkę, która te pończochy kończyła.
-od razu lepiej
-nie wątpię – skomentowałem, podając jej drinka
-mm – podciągnęła spory łyk – jeszcze tylko masaż stópek i byłoby jak w raju
-a może frytki do tego? – zaśmiałem się
-jeśli chcesz, to ja ci zrobię – wpadł mi w słowo Marek
-nie no, to chyba zbyt odważna opcja – zaśmiała się Kasia, pod śmiechem kryjąc pojawiające się zażenowanie
-jaka tam odważna – wzruszył ramionami Marek – skończyłem rok temu kurs masażu, wiecie, jak ktoś ma za dużo czasu to zaczyna wymyślać głupoty, więc się zapisałem z nadzieję, że kiedyś się przyda. Jak dotąd się nie przydał, więc zrób mi Kasiu tą przyjemność i pozwól mi wykorzystać zdobyte umiejętności
-serio zrobiłeś kurs masażu? – wypowiedzieliśmy z żoną praktycznie jednocześnie
-a jakoś tak wyszło, że tak – uśmiechnął się – to co, piszesz się?
-no nie wiem… nie wiem… - Kasia udawała niezdecydowaną, ale widziałem jej nie dość skutecznie ukrywaną chęć wypróbowania umiejętności Marka – no dobra, niech stracę, zobaczymy czy coś pożytecznego cię tam nauczyli

Tymi słowami klamka zapadła. Ułożyliśmy się nieco inaczej na kanapie. Ja podsunąłem się maksymalnie do boku, Kasia położyła się wygodnie, układając swoją głowę na moich kolanach, a Marek wcisnął się pomiędzy oparcie a nogi, którymi miał się zaopiekować. Potarł kilka razy dłoń o dłoń, tłumacząc nam, że masaż musi się odbywać ciepłymi rękami.
-najczęściej pomaga ciepła oliwka – wyjaśnił – no ale w tych warunkach to muszę improwizować
Gdy stwierdził, że ręce ma już wystarczająco rozgrzane, położył obie dłonie na lewej stopie Kasi i zaczął ją gładzić. Powolnymi, okrężnymi ruchami zajmował się jej jedną, a później drugą stopą. Następnie zaczął delikatnie zduszać jej palce, schodząc coraz niżej i niżej, aż do samej pięty. Kasia była wyraźnie zadowolona z masażu. Od czasu do czasu wydawała z siebie ciche pomruki zadowolenia. Marek zaczął wykonywać coraz to nowe ruchy. To ugniatał, to łaskotał, a to po prostu pieścił na zamianę obie stopy mojej żony. Przesunął też kilka razy dłonie na kostki oraz drugą, grzbietową, stronę stóp. Większość jednak uwagi spędzał na mięśniach podeszwowych, ugniatając je, zduszając i łaskocząc raz po raz na zmianę. Kasia dzieliła się z nami swoimi wrażeniami, mówiąc co jakiś czas jak jej dobrze, jak przyjemnie, jak się relaksuje… Po kilku chwilach zamknęła oczy i w całości oddała się ciepłemu dotykowi Marka. Ja patrzyłem jak kolega sprawnie wywija swoimi rączkami, dając ulgę i przyjemność mojej żonie. Cały masaż trwał już dobre 15 minut, ale nikt nie miał ochoty go przerywać. Mimo, że rozmowy całkiem w tym czasie ucichły, każdy na swój sposób przeżywał ten masaż. Kasia odczuwając niesamowitą przyjemność cielesną, Marek dzięki możliwości masowania oraz odczuwalnej bliskości kobiety, a ja poprzez możliwość patrzenia, jak najpiękniejsze dla mnie stopy świata są masowane przez innego faceta. Nie czułem zazdrości, bo ufałem zarówno Kasi jak i Markowi, dlatego sam masaż nie wywoływał u mnie żadnych złych skojarzeń.

Kolega wyraźnie dopiero się rozkręcał. Masaż stóp i kostek przeniósł teraz w okolice łydek. Kasia lekko uniosła nogi, umożliwiając mu łatwiejszy dostęp do tej części jej długich, pięknych nóg. Wyraźnie było widać, że sam masaż nie tylko bardzo ją relaksuje, ale też coraz bardziej… podnieca. Jej przyśpieszony oddech i delikatne, cichutkie pomruki wyraźnie o tym świadczyły. Byłem bardzo ciekawy co z tego wyniknie. W końcu to ciągle tylko masaż nóg, Marek ani na sekundę nie dał powodu, bym mógł czuć się zazdrosny i miał prawo to przerwać, a prowadził do niekoniecznie oczekiwanych przeze mnie uniesień małżonki. Wszystko jednak odbywało się w granicach dobrego smaku, chociaż Kasia coraz bardziej odpływała leżąc na moich udach. Poczułem, że cała sytuacja zaczyna oddziaływać również na mnie. Poprawiłem swoją pozycję na kanapie, by nie dać po sobie poznać, a przede wszystkim nie dać żonie wyczuć, rosnącego namiotu pomiędzy moimi nogami. Czułem się nieco dziwnie. Moja żona podniecała się masażem swoich stóp, a ja razem z nią… Nie było to do końca normalne, ale też nic w tym bardzo złego nie było.

Marek zwinnie maltretował dalej nogi mojej ukochanej. Jego ruchy były spokojne, dokładne i bardzo precyzyjne. Robił przy tym taką atmosferę, że można było poczuć się jak w trakcie seansu. Do tego stopnia, że nawet nie zwróciłem uwagi jak zaczął pozbywać się najpierw jednej, a potem drugiej pończochy mojej żony. Po chwili dopiero zdałem sobie sprawę, że leżą już obok kanapy, a Kasia ma dziwnie wysoko podwiniętą sukienkę. Teraz gdy jej nogi były już „nagie”, Marek każdym ruchem zdradzał, że bardzo mu się to podoba. Ciągle robił masaż tak, by nie można było mieć do niego żadnych zastrzeżeń. Powyżej kolan praktycznie nie wędrował, co i tak nie wiele pomagało mojej małżonce, która zaczynała wiercić się już niespokojnie  z podniecenia. Dosłownie dwie, może trzy minuty później stało się coś bardzo, ale to bardzo dziwnego. Kasia zaczęła głośno dyszeć, a jej ciało spięło się mocno. Przeżyła orgazm. Nieco dziwny, inny niż podczas seksu, ale na pewno był to orgazm. Marek też to zauważył. Przerwał swoje zabiegi i odsunął się nieco zaczerwieniony. Widać nawet on nie spodziewał się takiej reakcji.

Kasia przez chwilę dochodziła do siebie. W końcu uniosła się nieco na łokciach.
-jeeeejku, co to było – westchnęła
-no pięknie odjechałaś – starałem się nie zdradzać mojego podniecenia i lekkiej zazdrości głosem
-o matko, nieźle – podniosła się i usiadła – nie wiem jak cię tam Marek uczyli, ale dobrze im to wyszło
-a taka improwizacja – odezwał się w końcu główny sprawca tego zamieszania
-poproszę takie improwizacje częściej – uśmiechnęła się Kasia – ale muszę was na chwilę zostawić, bo przez kogoś tutaj mam całe mokre majtki, a moje pończochy dziwnym trafem znalazły się na podłodze…
Żona wstała, zgrabnym ruchem podniosła z podłogi jej brakującą część garderoby i ruszyła w stronę sypialni. Gdy zniknęła za drzwiami obaj z Markiem popatrzyliśmy na siebie.
-kurde, co to było? – zapytałem
-nie wiem – wzruszył ramionami – nie wiedziałem, że można dojść przez dotyk stóp
-no ja też nie! – powiedziałem nieco głośniej – to było.. dziwne
-a nigdy nie zauważyłeś, że twoja żona ma wyczulone nogi? Stopy?
-prawdę mówiąc, to nie zwracałem na to uwagi…
-a widzisz, może coś w tym jest
-może i tak
Nim się spostrzegliśmy, Kasia wróciła do nas. Nie ubrała swoich pończoch. Zamieniła je na rajstopy z seksownym wzorkiem z boku. Wyglądała chyba jeszcze seksowniej niż wcześniej, bo teraz wydawało się na pierwszy rzut oka, że jest w pończochach, które w całości wyłaniają się spod sukienki. Usiadła pomiędzy nami.
-przepraszam was za to co się stało… - zaczęła – ale to było silniejsze ode mnie
-nie masz za co przepraszać – odpowiedzieliśmy z Markiem jednocześnie
-ale jak to jest, że doszłaś, przez masaż stóp? – zapytałem
-nie wiem… - zamyśliła się Kasia – od zawsze miałam  bardzo wrażliwe stopy, uwielbiałam jak ktoś je dotykał, całował… Uwielbiałam je pielęgnować, ubierać się w różne seksowne nylonowe albo lateksowe rzeczy, lubiłam na nie patrzeć… Ale do tego stopnia, by dojść przez ich masaż?! Nie wiedziałam, że tak się w ogóle da…
-my też nie wiedzieliśmy – Marek wypowiedział to, co obaj mieliśmy w głowie – ale przyznam szczerze, było fajnie. Masz bardzo seksowne nogi, stopy…
-dziękuje – uśmiechnęła się żona – mi również było fajnie. Może napijmy się po tych przeżyciach?
-o, jestem za – podniosłem się i zrobiłem wszystkim po drinku
-jeśli masz ochotę, możemy to powtórzyć – zaproponował Marek, gdy znów wróciliśmy do normalności, z drinkami w dłoni
-oj nie kuś, bo będziesz mnie masował całą noc – zaśmiała się żona
-nie widzę przeszkód – wzruszył ramionami nasz gość – cała przyjemność po mojej stronie
-patrz jaki napalony – rzuciła w moją stronę żona
-chyba mamy tu małego fetyszystę – zażartowałem
-a żebyś wiedział – odpowiedział – i jak widzę, świetnie się moje zamiłowanie do stóp wpasowuje w upodobania twojej żony
-a żebyś wiedział – zaśmiała się Kasia i zarzuciła swoje stopy na uda Marka. Wróciliśmy do pozycji sprzed dwudziestu minut. Głowa żony spoczywała na moich udach, a jej stopy na udach naszego gościa – to do dzieła, całą noc – znów się zaśmiała
Marek tylko uśmiechnął się pod nosem i zabrał się do roboty…

cdn.

1 komentarz:

Jeśli opowiadanie przypadło ci do gustu - napisz. Gdy mam pewność, że ludziom podoba się to, co robię, dostaję niesamowitą dawkę motywacji do dalszej pracy i pisania.

Jeśli opowiadanie ci się nie podobało - również napisz. Konstruktywna krytyka jest często lepsza niż pochwały, dlatego również ją doceniam. W dodatku jeśli wytkniesz mi błędy - będę mógł je dostrzec i poprawić w następnych opowiadaniach.

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania! - Incognito.