sobota, 17 grudnia 2016

„Przedświąteczny nastrój” część 2


Wyszłam naga spod prysznica, nie myśląc nawet o wysuszeniu się. Grzegorz dzisiejszego wieczora działał na mnie wyjątkowo pociągająco. Tak więc niczym magnez przylgnęłam do niego cała mokra w każdym znaczeniu tego słowa.
-Jak cudownie pachniesz… szaleję dzisiaj na Twoim punkcie - całował moją szyję Grześ i jak zawsze flirtował ze mną
-Tak? Myślę, że w takim razie trzeba to wykorzystać …
-Taaak, tylko proszę zamknij oczy, na chwilę ok? - wymruczał mi do ucha ukochany
-Co? W takim stanie, w takiej pozycji, w tym miejscu? - moje słowa padały jak strzały z armaty
-Kari…proszę, zaufaj mi
-Ok
Skoro tego pragnął, nie miałam powodu, by mu nie ufać. Tak więc zamknęłam oczy i czekałam. Muszę przyznać, że nie czułam się komfortowo stojąc nago, pośrodku pokoju. Nawet jeśli ufałam Grzesiowi w stu procentach, to jednak zawsze pojawia się ta nutka niepokoju.
-Otwórz…
To co zobaczyłam przed sobą nieco mnie zaskoczyło. A w zasadzie wryło mnie w ziemie, więc głupim odruchem zaczęłam się śmiać. Grześ popatrzył na mnie zdziwiony, ale po chwili i on zaczął się śmiać z siebie.
-Nie no nie mogę stać taki poważny - śmiał się do mnie i wymachiwał zabawkami
-Muszę przyznać, że czegoś takiego się nie spodziewałam po Tobie!
-Że niby nie podoba Ci się moja niespodzianka?
-Nie no bardzo mi się podoba! - podbiegłam do niego ucałowałam go w oba policzki
-Tylko tyle? - znów flirtował mówiąc kokieteryjnie
-Mmmm, powiem więcej, jak już zaczniemy zabawę… - mruczałam, wiedząc jak pociągnąć jego grę
-A wiesz jak się bawić takimi zabawkami?
-No właśnie nie bardzo… zademonstruj, najlepiej na mnie kochanie!

środa, 7 grudnia 2016

„Przedświąteczny nastrój”

 Zima, jak zawsze nas zaskoczy. Albo za wcześnie, albo za późno spadnie pierwszy śnieg i, i tak i tak będzie powód do narzekania. Ten początek najzimniejszej pory roku jednak miał być nieco inny. Dałam namówić się mojemu mężowi, Grzesiowi, na zimowy wyjazd.
-Spakowana?
-Już? No co ty taka szybka nie jestem, a co Ty już?
-Oczywiście! - odrzekł mój ukochany
Zaraz to sprawdzę kochany - pomyślałam
-Szczoteczka do zębów jest?-zapytałam kąśliwie
-Ach zapomniałem!
-Pasta jest?
-Nie no nie ma, skoro nie spakowałem szczoteczki…
-Skarpetki? Zawsze zapominasz…
-Zawsze…-odparł Grześ i pomaszerował do szuflady z bielizną
-Z tego co pamiętam miałeś wziąć jeszcze płyty świąteczne do auta
-Miałem i nie wziąłem…
Patrzył na mnie jak poszkodowany szczeniak, próbując przekazać mi „nawaliłem, napraw to”.
-Dobra, poddaję się, jak zawsze o wszystkim pamiętasz. Co jeszcze miałem wziąć?
-No a kto inny jak nie ja będzie pamiętał o twoich rzeczach? Dobra pakuj to co leży na łóżku, a ja sprawdzę co wziąłeś, a co zapomniałeś…
Wiem, czasami postępuję z nim jak z dzieckiem, ale jak widać metoda działa. Jednak nie wykorzystuję tego, Grześ jest najwspanialszym mężczyzną na świecie i to, że nie potrafi się pakować, tego nie zmieni.

niedziela, 15 maja 2016

Niewinny pokerek cz. 6 - ostatnia

Trochę długo zeszło, ale w końcu jest. Ostatnia część przygód bohaterów niewinnego pokerka. Być może jeszcze kiedyś wrócę do tej historii w jakiejś innej serii, ale na razie "Niewinny pokerek" dobiega końca. Miłego czytania - Incognito :) 


Poszedłem do salonu i usiadłem na kanapie. Ciężko było mi zebrać myśli, ciężko w ogóle było mi oddychać po tym wszystkim. Byłem wściekły, zazdrosny i maksymalnie upokorzony. Te emocje skutecznie zdusiły we mnie całe wcześniejsze podniecenie. Nie wiem dlaczego tak się poczułem. Przecież gdzieś w podświadomości pragnąłem takich zabaw, ale gdy doszło do realnego zbliżenia mojej Ewy z obcymi mężczyznami… pękłem.
-To nie dla mnie! – wykrzyknąłem sam do siebie i nalałem sobie szklankę whisky po czym wypiłem ją do dna - za daleko, za daleko się to posunęło – mamrotałem sam do siebie
Nie chciałem już o tym myśleć. O tym co się stało i w sumie dzieje nadal w naszej sypialni. Odpychałem te myśli, chcąc jak najdłużej trwać w stanie agonii myślowej. Czasem lepiej jest nie myśleć, niż myśleć za dużo. Włączyłem telewizor i skupiłem myśli na programie, który odpalił się przed moimi oczami na losowo trafionym kanale. Było coś o zwierzętach. W sumie nie ważne, w tamtej chwili wszystko było lepsze od rozmyślań. Nalałem sobie drugą szklankę whisky i wyłączyłem się zupełnie.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Niewinny pokerek cz. 5

 Wieczór przebiegał w bardzo radosnej atmosferze. Drinki znikały w szybkim tempie, a my bawiliśmy się nad wyraz dobrze. Może oprócz mnie, bo z jednej strony starałem się trzymać radosną atmosferę ze wszystkimi, a z drugiej, czekałem kiedy Igor przystąpi do akcji i jak mocno opieprzy go za to moja żona. Jednak ten chytry lis nie chciał dać się przyłapać i manewrował rozmową coraz śmielej, nie zdradzając przy tym swoich zamiarów.
-muszę przyznać Ewo – zaczął niegroźnie – że ostatnio wyładniałaś. Nie wiem czy to kwestia stroju, czy jakichś kobiecych czarodziejstw, ale naprawdę ślicznie wyglądasz
-oh, dziękuję – zarumieniła się żona – ale raczej nic nie zmieniałam
Kłamczucha – pomyślałem.
-kiedyś przy pokerze twój mąż opowiadał, że masz niezwykle seksowne i zgrabne ciało, tylko skrzętnie je ukrywasz. Dzisiaj widząc twoje nóżki i ten niewielki fragment dekoltu, zaczynam się z nim zgadzać
-no przestań, bo się zawstydzę – zauważyłem jak Ewie włącza się tryb kokieterki – zejdźmy już z mojego tematu
-kiedy naprawdę ciężko, bo ciągle przyciągasz nasz wzrok, prawda Michale?
-yy tak, tak – odpowiedziałem zaskoczony tym pytaniem
-no widzisz – ciągnął dalej Igor – skoro nawet twój mąż tak twierdzi, to coś w tym jest. Z tym, że on ma łatwiej, bo zna ciebie całą dokładnie, a ja muszę pracować wyobraźnią

sobota, 19 marca 2016

Niewinny pokerek cz. 4

 Mimo wypitego alkoholu nie czuliśmy się wcale tak swobodnie. Jednak obca osoba w sypialni wprowadza pewne zakłopotanie, tym bardziej w momencie, gdy jest naga. Starałem się jednak nie patrzeć w stronę Piotrka i po prostu skupiłem całą uwagę na żonie. Zaczęliśmy się całować, powoli, namiętnie, z mocnym zaangażowaniem naszych języków. Odruchowo nasze dłonie powędrowały na nasze gorące ciała. Gładziłem żonę po plecach, zjeżdżając coraz niżej, aż do ud. Ewa lekko się odchyliła, umożliwiając mi dostęp do jej biustu. Momentalnie moja dłoń znalazła tam drogę i zacząłem ugniatać jej lewą pierś. Słyszałem, jak żonie przyśpiesza oddech. Wiedziałem, że jest już nieźle podniecona. Zmieniłem pozycję i powędrowałem swoimi ustami do jej nagich skarbów. Zacząłem językiem drażnić jej sutki, na przemian lewej i prawej piersi. Ewa dyszała coraz głośniej, dając do zrozumienia jak mocno jest podniecona.

niedziela, 6 marca 2016

Niewinny pokerek cz. 3

Wracamy do opowiadania z serii o pokerze. Tutaj dwie poprzednie części:
Niewinny pokerek cz. 1
Niewinny pokerek cz. 2

A teraz, część trzecia:


Wracając z drinkami zauważyłem, że Ewa i Piotr oswoili się już ze swoimi ciałami. Rozmawiali wesoło pomimo dużych braków w ich garderobie (w przypadku Piotra to nawet zupełnych braków). Oczywiście wzrok naszego gościa co chwila lądował na biuście mojej żony, jak i wzrok Ewy mimowolnie zjeżdżał na prężące się nieopodal męskie przyrodzenie. Ale pomimo tego, rozmowa jakoś im się kleiła.

Gdy podszedłem z drinkami odwrócili wzrok w moją stronę, wyczekując co mam do powiedzenia. Specjalnie przez chwilę nic nie mówiłem, czekając, kto pierwszy pęknie.
-no to jak, wytłumaczysz mi co będzie, gdy wygram np. twoją koszulkę? – zapytała w końcu Ewa
-będziesz mogła ją zatrzymać, albo zdecydować co mam zrobić, by ją odzyskać
-czyli takie zadania tak? – dopytywał Piotrek
-no tak – uśmiechnąłem się – oczywiście adekwatne do rzeczy o której mówimy. Twoje majtki czy stanik Ewy jest sporo warty, więc i zadanie może być trudne, natomiast skarpetki to można oddać za błahostkę
-ahh tak – od razu załapała mój podstęp Ewa – w takim razie jeszcze jedno, jak zrobić, by rzecz była losowa? Bo biorąc z kupki to w nieskończoność będziecie omijać moją bluzkę i stanik

poniedziałek, 29 lutego 2016

"Małżeńskie" spotkanie.

        Jeżeli faktycznie nie pamiętacie o czym była druga część mojego ostatniego opka  [klik tutaj] to wstawiam nowe, świeże i tylko jednoczęściowe, a do tamtego wrócę niebawem :) 




-Kochanie, w końcu!! – powiedziała Julita do Tomka przez Skype’a
-Noo! Szef wreszcie dał mi wolne, po tych całych trzech ciężkich miesiącach… Jejku, Julita jak ja za Tobą tęsknię..
-Wiem kochanie, ale już niedługo. Kiedy dokładnie wylatujesz?
-Za trzy dni, w środę o 8.10 czasu Irlandzkiego, czyli 9.10 czasu Polskiego. Także w Rzeszowie będę o 12.25 czasu Polskiego - z uśmiechem największego szczęśliwca wyjaśnił Tomek
-12.25… będę w pracy, ale może wezmę wolne specjalnie na tę okazję? Myślę że nie będzie problemu.
-Nie, daj spokój, wiesz że mamy wspólny cel, wspólne marzenia, więc pracuj na razie ile dasz radę.
-Tak mówisz? No dobra, więc będę po 15.
-I super, ja się spokojnie ogarnę, wezmę prysznic po locie i tak dalej… Wiesz co, muszę kończyć. Jutro mam jak zawsze na 5 rano, więc zostało mi jakieś sześć godzin snu. Także trzymaj się, i do po jutra!
-Ok, paa. Kocham cię. – Julita posyła najpiękniejszy uśmiech na świecie i oddaje buziaki w powietrze z nadzieją, że Tomek naprawdę poczuje muśnięcie jej niewielkich ust na policzku, a może nawet gdzieś indziej…

wtorek, 2 lutego 2016

Niewinny pokerek cz. 2

 Przyniosłem nowe napoje, a Piotrek zdał w tym czasie karty. Widziałem po Ewie jak się stresuje tym wszystkim. Samą grę starała się jednak przeprowadzać bardzo płynnie i rzeczowo. W pierwszym rozdaniu przegrał nasz gość, który pozbył się marynarki. W następnym przegrała Ewa i pozbyła się skarpetek.
-Śliczne stópki – dodał jej odwagi Piotr
-Dziękuję – uśmiechnęła się Ewa
Wszyscy mieliśmy już nieźle w czubie, więc gra szła nam dosyć powoli, a zbieranie par czy innych układów stawało się coraz trudniejsze. Rozdania zaczęły wygrywać pojedyncze pary, ale nikt się tym specjalnie nie przejmował. Trzecie partia zakończyła się porażką Piotrka, który w ślad za Ewą zrzucił swoje skarpetki. Kolejna partia to znów porażka Piotra, który chyba najbardziej dotkliwie odczuwał  skutki alkoholu. Nie zrażony niepowodzeniem, śmiało zrzucił z siebie koszulkę i położył ją obok siebie. Popatrzyłem na żonę, która wlepiła na chwilę wzrok w nagi tors gościa. Od razu dało się wyczuć, że nasza zabawa zaczyna przynosić efekt. Normalnie odwróciła by wzrok i zawstydziła by się. Tym razem ośmielona przebiegiem naszego wieczoru, zlustrowała dokładnie wzrokiem klatę naszego przyjaciela i spokojnie wróciła do gry.

Kolejne rozdanie przyniosło pierwszą moją przegraną. Jako, że byłem najskromniej ubrany z całej trójki, od razu pozbyłem się koszulki. Prawdę mówiąc, bardziej intymne wydawało mi się w tamtej chwili zdjęcie skarpetek niż zdjęcie koszulki, stąd taki mój wybór.
-ale śliczne klaty w koło – skomentowała moja żona, gdy odłożyłem koszulkę na bok
-twoją też chętnie zobaczymy, więc postaraj się i przegraj – ze śmiechem odpowiedział Piotrek
Karty poszły w ruch i zaczęliśmy kolejne rozdanie. Nie wiem czy to zbieżność losu, czy faktycznie wykorzystanie rady kolegi, ale w tym rozdaniu Ewa nie zebrała nawet jednej pary. Oczywiście nie mogła w takim wypadku liczyć na wygraną, ani choćby na remis, więc czerwieniąc się lekko zaczęła zdejmować z siebie swoją biała bluzeczkę.
-tylko macie się nie gapić – poprosiła, choć i tak musiała zdawać sobie sprawę, że po takiej ilości alkoholu takie słowa zarówno ja, jak i Piotrek, puścimy mimo uszu

niedziela, 10 stycznia 2016

Niewinny pokerek

Wychodząc z pracy, marzyłem tylko o tym, by znaleźć się już w ciepłym domu przy mojej żonie. Po całym tygodniu harówki i słuchania poleceń od szefa, jak psu buda należał mi się wolny, spokojny weekend. Zebrałem wszystkie swoje rzeczy z biurka, włożyłem do kieszeni swoją komórkę i radosnym krokiem rozpocząłem marsz ku – trzy dniowej, ale zawsze – wolności. W biurowej windzie spotkałem swojego najlepszego przyjaciela, który pracował w sąsiednim dziale.
-Hej Piotrek, już do domku? – zapytałem
-A no już, widzę, ty też – odpowiedział
-Taa, obrobiłem się i spadam
-Słuchaj, a organizujemy dzisiaj tego pokerka?
Szlag. Zapomniałem o tym. Umawialiśmy się już tydzień temu, ale zupełnie wyleciało mi to z głowy. No nic, ciepły domek musi zaczekać, nie wystawię przecież kumpli
-A, tak, tak – odpowiedziałem – u mnie o dwudziestej?
-Spoko, stawię się i zadzwonię do Igora, powiem mu o której ma być
-No to do wieczora – skwitowałem rozmowę
Winda dotarła w tym czasie na parter, więc obaj wysiedliśmy i udaliśmy się w stronę parkingu. Jeszcze machnąłem na pożegnanie Piotrkowi ręką i władowałem się do swojego auta, ruszając w kierunku domu.