niedziela, 16 lipca 2017

A wszystko to... przez urodziny [cz. 4]



 -kurwa Piotr, prawie to zrobiłam, rozumiesz?! – krzyknęła po wyjściu na korytarz Edyta – prawie cię zdradziłam, nie panując nad tym!
-to nic złego – Piotr spróbował zapanować nad emocjami żony – nic się nie stało
-jak to nie? Nie chciałam tego, ale nie potrafiłam się wyrwać.. to było… to było… zbyt silne
-no i trzeba było się temu poddać, wiesz przecież, że tego chcę – mężczyzna odważył się zagrać w otwarte karty
-ty tak naprawdę? – zdziwiła się Edyta – myślałam.. że to takie zachcianki, fantazje, ale raczej nie do spełnienia
-chcę tego, naprawdę – spokojnie tłumaczył Piotr – wszystko to, co ci mówiłem o moich upodobaniach, to prawda. Gdy ci faceci cię dotykali… Gdy byli tak blisko swoimi ciałami… Myślałem, że eksploduję! To było coś niesamowitego!  
-serio? – patrzyła swoimi dużymi oczami Edyta – zresztą nieważne, wracajmy do domu
-serio – wzruszył ramionami Piotr – zostawisz ich tak? Rozpalonych? – wskazał głową w kierunku, z którego przyszli
-ojj wydaje mi się, że ja to nie jestem gotowa na zdradę, przynajmniej nie dzisiaj… i tym bardziej z dwoma facetami naraz – zrobiła niepewną minę Edytę
-a mi się wydaje, że jeszcze 3 minuty temu byłaś gotowa – uśmiechnął się Piotr
-spadaj! – dała mu kuksańca żona i zniknęła za drzwiami szatni dla kobiet
-no cóż, jak na to, czego się spodziewałem jeszcze dzisiaj rano, to i tak dzień jest super – podsumował pod nosem Piotr i odszedł w stronę męskiej szatni

niedziela, 9 lipca 2017

A wszystko to... przez urodziny [cz. 3]



 -brr, aż zmarzłam przez ten arktyczny deszcz – Edyta zatelepała się efektownie pokazując odczuwany chłód
-widzę – odpowiedział z uśmiechem Piotr, wyciągnął rękę i dotknął jej twardego, ciągle sterczącego sutka – i czuję
-eh, zboczeniec
-taki twój, kochanie – wyszczerzył zęby – co teraz zaplanowałaś?
-jest takie jedno miejsce, które sobie upatrzyłam – zamyśliła się Ewa, założyła klapki i wyszła z Piotrem – w saunie suchej było za gorąco, prawda?
-zdecydowanie
-ale w aromatycznej było cudownie, nie?
-tak – zgodził się mężczyzna – ale do czego zmierzasz?
-do tego, że jest tu jeszcze jedna sauna podobna do tej aromatycznej. Nazywa się sauna ziołowa. Też ma podobną temperaturę, też w niej pachnie, tylko, że ziołami
-no to idziemy – gestem ręki Piotr wskazał żonie kierunek wyjściowych drzwi i zachęcił, by prowadziła ich w to miejsce

piątek, 30 czerwca 2017

A wszystko to... przez urodziny [cz. 2]

Edyta i Piotr po odsłuchaniu wszystkich ważnych informacji (w zasadzie tylko Edyta je wysłuchała, Piotr poprzestał na pierwszej) udali się do szatni. Osobno Ona, osobno On. Piotr był niepocieszony brakiem koedukacyjnych szatni, co tylko rozbawiło Edytę. Piotr szybko pozbył się ubrań i już po minucie czekał owinięty w ręcznik na swoją ukochaną. Spotkali się na korytarzu, tuż przy wyjściu z szatni na strefę saun. Edyta, tak jak mąż, była owinięta w ręcznik. Z tą różnicą, że nie tylko przepasana w pasie, ale owinięta w taki sposób, by zakryć górne i dolne części ciała, które zazwyczaj okryte są bielizną u kobiety.
-no proszę, jak pięknie wyglądasz – Piotr skomplementował małżonkę, widząc jej zgrabne ciało, zakryte tylko ręczniczkiem, który z łatwością mógłby z niej zedrzeć
-ty też – uśmiechnęła się Edyta – gdzie najpierw?
-ty wybieraj, ja jestem na tyle zaskoczony sytuacją, że nie wiem
-to ja chcę tu – wskazała ręką saunę aromatyczną

piątek, 23 czerwca 2017

A wszystko to... przez urodziny [cz. 1]

-ohh, taak! Taak! Cudownie! Dochodzę!! – kobieta chciała krzyczeć z rozkoszy, ale cudem powstrzymywała się przez wzgląd na dziecko, śpiące w pokoju obok
Mężczyzna wchodził w nią z impetem. Raz po raz. Mocno. Jak maszyna. Wiedział, że Ona to uwielbia i wtedy odpływa najbardziej. Ona dociskała go jeszcze swoimi nogami do siebie. Chciała, by wchodził jeszcze głębiej, by aż rozrywał ją w środku! Jeszcze chwila, chwilunia… Napięła się i zacisnęła mięśnie, które ujawniały się tylko w takich momentach. On też był już blisko. Dwa, trzy pchnięcia i wbicie. Mocne, do samego końca. Aż jądra uderzyły o twarde, ściśnięte pośladki ukochanej. Wystrzelił swój ładunek prosto w jej wnętrze. Był spełniony, Ona też.

Spoceni, szczęśliwi, zaspokojeni. Edyta i Piotrek wtulili się w siebie nago, po cudownym seksie jaki przed chwilą odbyli.
-wiesz, jesteś w tym świetny – skomplementowała męża Edyta
-dzięki – uśmiechnął się – ty też jesteś dobra
-skoro tak twierdzisz – ze szczerym uśmiechem wtuliła się jeszcze bardziej – Kocham Cię
-Ja Ciebie też kochanie
Dał jej kolejnego buziaka tego wieczora. Tym razem mniej erotycznie, w czoło. Piotrek przypatrzył się swojej żonie. Młodsza od niego o dwa lata. On za dwa dni miał mieć 35-te urodziny, Ona nie tak dawno miała trzydzieste trzecie, a wciąż urodą przypominała seksowną dwudziestoparolatkę. Choć nie była najszczuplejszą kobietą na świecie, bo jednak nieco krągłości tu i tam się u niej pokazywało, ani też najwyższą, bo ciężko o taki tytuł przy wzroście 165 cm, to mimo wszystko była ładna. Dla Piotra - piękna, dla całego świata – po prostu – ładna. Nie była gruba, tego nie można było jej zarzucić. Wręcz grzechem byłoby takie stwierdzenie. To, że nie chodziła w wadze „piórkowej” nie robiło z niej automatycznie otyłej. Po prostu była zaokrąglona w niektórych miejscach. W dodatku jej krągłości uwypuklały się nie tylko w boczkach czy udach, które dziwnie rozrosły się po ciąży, ale też krąglutkich i – dzięki przysiadom – sprężystych pośladkach oraz dużym, wciąż jędrnym i kształtnym biuście w rozmiarze duże D. Te atuty sprawiały, że Edyta wciąż potrafiła przyciągnąć wzrok mężczyzn. Potrafiła się podobać. Piotr był z tego dumny.

środa, 14 czerwca 2017

Chcę oglądać twoje nogi... [cz.9 - ostatnia]

Po schodach wbiegaliśmy tak szybko, jak jeszcze nigdy wcześniej. Oboje z Iloną braliśmy po dwa schodki na raz, by jak najszybciej znaleźć się na górze. Później korytarzem przedostaliśmy się na wprost do pokoju, który przez nasz pobyt zajmował Marek ze swoją wybranką. Gdy tylko przekroczyliśmy próg sypialni, Ilona wpiła się we mnie swoimi gorącymi ustami. Nie czekając nawet na zamknięcie drzwi, zaczęła całować mnie namiętnie i błądzić swoimi dłońmi po moim ciele. Ja zacząłem odwdzięczać się jej tym samym, gdy tylko drzwi do pokoju zostały już przeze definitywnie mnie zamknięte. Wolałem być pewny, że nikt już nas nie zauważy. W myśl zasady, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Dłużej jednak i ja nie potrafiłem już zwlekać. Razem z Iloną bez zbędnego czekania przystąpiliśmy do działania, niczym para spragnionych siebie i wygłodniałych kochanków. Zaczęliśmy się dotykać po całym ciele, całować, pieścić i… rozbierać. W ekspresowym tempie pozbyliśmy się wszystkich tekstyliów jakie mieliśmy na sobie. Zrzucając wszystko z nas jak leci przesuwaliśmy się po pokojowej wykładzinie, aż dotarliśmy w okolice łóżka już całkiem nadzy. Ja cały czas nie mogłem oderwać dłoni od rozpalonego, cudownego, nagiego już ciała Ilony. Nie mogłem nacieszyć się tą chwilą, gdy bez skrupułów mogłem dotykać jej całej, zupełnie nagiej sylwetki. Z gracją wędrowałem dłońmi po jej ciele i podziwiałem jej idealnie wyćwiczone ciało, nienagannie gładką skórę i niemal idealne kształty. Moja kochanka w tym czasie gładziła mnie jedną ręką po torsie, a drugą po pośladkach. Zachowywaliśmy się jak wygłodniałe lisy, które od bardzo dawna nie miały okazji na konsumpcje. Ilona cały czas nieprzerwanie mnie całowała, nie tyle namiętnie się wpijając w moje usta, co raczej ordynarnie się ze mną liżąc, wpychając mi głęboko swój zwinny, gorący język. Gdy w końcu oderwała się od moich ust pchnęła mnie na łóżko. Wylądowałem na plecach i podpierając się na łokciach spojrzałem na nią.
-czekałam na to od pierwszego dnia tutaj – powiedziała zagryzając seksownie wargę

piątek, 9 czerwca 2017

Chcę oglądać twoje nogi... [cz. 8]

Sobotni poranek przywitał nas wszystkich piękną pogodą. Słońce świeciło radośnie od najwcześniejszych godzin porannych, wprawiając dziewczyny w cudowny nastrój. Ja z Markiem również cieszyliśmy się, że w końcu wykorzystamy te wakacje jak należy, choć do radości naszych pań było nam daleko. Obie nasze piękniejsze połowy zaraz po śniadaniu poleciały zrzucić swoje szlafroczki i ubrać się stosownie do miejsca, w które się wybierają. Ilona wróciła jako pierwsza, zanim zdążyliśmy z kolegą spakować odpowiedni prowiant w postaci napojów procentowych. Spojrzałem na wybrankę Marka. Była ubrana iście na plażę, i to raczej tą naszą, prywatną. Nie chcąc się przebierać milion razy, od razu zeszła w figach od stroju kąpielowego i nieco dłuższej, prześwitującej, białej bluzce. Zgodnie z wczorajszą umową zawartą z Kasią, była bez stanika. Jej długie, seksowne, zgrabne nogi, nie przysłonięte żadnymi spodenkami czy sukienkami prezentowały się naprawdę uroczo. Ilona uśmiechnęła się, widząc nasze miny, z których nietrudno było wyczytać zachwyt nad jej ciałem. Pomogła nam zapakować kilka browarków i jakieś chipsy do plecaka. Stanęliśmy gotowi w salonie. Kątem oka obserwowałem Ilonę, która swoim wyglądem i ubiorem naprawdę przyciągała męskie oczy. Była bardzo pociągająca, a do tego od wczoraj wiedziałem, że jest dość otwarta… Chwilę później całą moją i Marka uwagę skradła jednak Kasia. Moja żona poszła całkiem na łatwiznę w doborze stroju i zeszła do nas w samych stringach od stroju kąpielowego. Jej nagi biust pięknie falował w ślad za jej krokami, a cudowne, niemal nagie ciało kusiło swoimi krągłościami. Ilona patrzyła przez chwilę z zazdrością w oczach na moją małżonkę.
-co jest, miałyśmy być dzisiaj topless – powiedziała Kasia patrząc na Ilonę, gdy znalazła się już w salonie, razem ze wszystkimi

piątek, 2 czerwca 2017

Chcę oglądać twoje nogi... [cz. 7]

Leżeliśmy jakiś czas z Kasią w łóżku i rozmawialiśmy na temat tego, co dzisiaj zaszło. Oboje nie mieliśmy do siebie pretensji, bo każde z nas pragnęło tego, co zrobiliśmy. Choć oboje na swój sposób. Ja nigdy bym tego nie rozpoczął sam z siebie. Wykorzystałem okazję, jaką stworzyła mi Kasia z Iloną podczas masażu, ale sam bym tego nie zaaranżował. Mimo to cieszyłem się, że zrobiliśmy coś szalonego w łóżku. Zazdrość, jaka przewijała się przeze mnie na samym początku, teraz odpłynęła gdzieś w niepamięć. Ufałem Kasi, ufałem Markowi, nie miałem też podstaw, by nie ufać Ilonie.
-dobrze kochanie, wszystko sobie wyjaśniliśmy, więc chyba czas wstawać – żona, ciągle będąca nago, zaczęła podnosić się z łóżka – muszę wziąć prysznic po tym wszystkim
-mi chyba też się przyda – uśmiechnąłem się do żony – idziemy razem?
-czemu nie – ucieszyła się Kasia
Wstaliśmy oboje z łóżka. Zobaczyłem jak żona rozgląda się nerwowo po pokoju.
-czego szukasz?
-kurwa… - zaklęła Kasia – Ilona zabrała mój szlafrok jak wychodziła
-a swojego nie zostawiła? – zapytałem
-no właśnie nie, bo nie przyszła w szlafroku
-oj w sumie, co się martwisz – dodałem otuchy małżonce – przecież wszyscy domownicy widzieli cię już nago, to możesz iść bez
-mówisz? – zapytała niepewnie Kasia po czym uśmiechnęła się – a w sumie, dobrze mówisz!
Żona chwyciła czyste majtki na zmianę i ruszyła nago do drzwi. Ja swoje bokserki miałem już na sobie, więc również złapałem tylko czyste na zmianę w dłoń i podążyłem za nią. Idąc korytarzem do łazienki dostrzegłem na schodach Marka, który schodził akurat na dół. Odwrócił się w naszą stronę i uśmiechnął się szeroko na widok paradującej korytarzem Kasi. Widziałem, jak odprowadza ją wzrokiem do samej łazienki, aż zniknęła za futryną, po czym pokiwał głową, podśmiewając się pod nosem. Spojrzał na mnie i obaj uśmiechnęliśmy się do siebie. Marek ruszył dalej na dół po schodach, a ja doszedłem do łazienki, w której czekała już żona.

czwartek, 25 maja 2017

Chcę oglądać twoje nogi... [cz. 6]

Ranek okazał się bardzo rozczarowujący dla wszystkich. Od samego świtu pogoda diametralnie się zmieniła i nieprzerwanie odkąd tylko wstaliśmy padał deszcz. Przy śniadaniu wszyscy byli nieco zasmuceni faktem, że raczej ciężko będzie dzisiaj wyjść na zewnątrz, nie mówiąc już o opalaniu.
-kurczę, a tak liczyłam dzisiaj na słoneczko – Kasia po raz kolejny wzdychała niezadowolona, patrząc na pogodę za oknem
-ja też – zawtórowała jej Ilona – zwłaszcza, że wczoraj z Markiem porozmawialiśmy na temat opalania i miałam dzisiaj opalać się topless, żeby wyrównać opaleniznę na biuście
-ooo więc to o tym tak głośno rozmawialiście w nocy – zaśmiałem się i dostałem momentalnie kuksańca w bok od mojej małżonki
-tak, właśnie o tym – mrugnęła porozumiewawczo Ilona
-wy rozumiem o tym samym? – wtrącił Marek
-tak, tak, dokładnie – zaśmiałem się
-tak myślałem – teraz Marek był wyraźnie rozbawiony – ale u was to raczej o opalaniu topless nie trzeba dyskutować
-wybacz Mareczku, ale mówiłem ci, że rozmawialiśmy o tym samym, czyli opalaniu Ilony – tym stwierdzeniem udało mi się rozbawić nawet Kasię
-ah – westchnął kolega i zakończył naszą wspaniałą dyskusję

wtorek, 16 maja 2017

Chcę oglądać twoje nogi... [cz. 5]

Dni mijały, a ja z Kasią coraz częściej wracaliśmy do chwil spędzonych z Markiem. Najpierw były to z mojej strony często delikatnie prawione wyrzuty, czy też subtelnie wbijane szpilki, bo jednak ciężko było mi się pogodzić z tym, co zaszło. Zwłaszcza, że Kasia choć nigdy nie była przesadnie wstydliwa, to jednak sprawy seksu zawsze zostawiała tylko w zaciszu naszej sypialni. Byłem trochę zły, że najpierw pozwoliła się dotykać po całym ciele innemu mężczyźnie, nawet, jeśli był to dobrze nam znany Marek i nawet, jeśli robił to jako masaż. Byłem też zły na to, że doprowadziła do tego, że kochaliśmy się przy nim. Nigdy o tym nie fantazjowałem, by uprawiać seks w obecności kogoś trzeciego i nie specjalnie byłem z tego faktu zadowolony. Przynajmniej początkowo. Z biegiem jednak czasu, gdy złość mi przechodziła, zacząłem dostrzegać w całej sytuacji dużo więcej pozytywów. Złość przeszła i ustąpiła miejsca innym odczuciom…

Dopiero wtedy pierwszy raz poczułem dumę, że mam tak piękną i otwartą żonę. Dumę, że nawet nie musi się rozbierać, a samymi pięknymi, zadbanymi stópkami i nogami, potrafi niektórych mężczyzn (akurat Marka) doprowadzić do szaleństwa. Czułem też dziwny rodzaj podniecenia, kiedy przypominałem sobie, jak osiągnęła pierwszy orgazm, wyłącznie masażem. Ten dziwny rodzaj podniecenia utrzymywał się też, gdy wspominałem obraz jej pięknych stóp obejmujących naprężonego penisa Marka. To wszystko jeszcze niedawno było dla mnie takie surrealistyczne, tymczasem mogłem sobie to przypominać, bo to naprawdę się wydarzyło. Do tego ten seks na tarasie, kiedy Marek był obok nas… Nie dość, że na nas patrzył, to jeszcze został przez jej usta „obsłużony”. Ten lodzik bolał najbardziej, bo sugerował zdradę, jednak ciągle pocieszałem się, że była wtedy ze mną… Cały czas ją wtedy posuwałem, cały czas czuła mnie w sobie, a sam seks oralny, przy takim amoku z podniecenia, to chyba nie całkiem zdrada… Do tego jak to wszystko na nią wpłynęło. Była tak rozgrzana, jak nigdy przedtem! Na samo wspomnienie, za każdym razem mi stawał.

sobota, 6 maja 2017

Chcę oglądać twoje nogi... [cz. 4]

-No Panowie, zabawiliśmy się trochę, a mieliśmy się przecież opalać i robić grilla! – Kasia jako pierwsza postanowiła rozpocząć na nowo rozmowę
-przecież jesteśmy na słońcu, więc się opalamy – odpowiedziałem
-tylko tak trochę na jednym leżaku, ale już uciekam – dodał Marek podśmiewując się i wstał
Usiadł na swoim leżaku i zaczął nakładać swoje bokserki.
-ja chyba potrzebuję znowu prysznica – zamyśliła się moja małżonka – bo to co mam na stopach i biuście, chyba kremem do opalania nazwać nie można
-raczej nie – wzruszyłem ramionami, udając, że to takie normalne stwierdzenie, normalnej sytuacji
Poszedłem w ślad za Markiem i również usiadłem na swoim leżaku, nakładając międzyczasie swoje bokserki.
-ehh, co ja się z wami mam – mruknęła Kasia i poszła do domu, w planach mając drugi tego dnia prysznic
-stary, twoja żona to petarda!!  - Marek wypalił podekscytowany, gdy tylko Kasia zniknęła za drzwiami tarasu – wy tak często się zabawiacie?
-skąd, to w sumie nasz pierwszy raz
-o jaa.. Ale nie jesteś zły?
-no co ty, przecież nic nie robimy wbrew sobie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą – poza tym, pewnej granicy nie przekraczamy
-w zasadzie tak. Ale powiem ci szczerze, że ciężko się powstrzymać
-domyślam się – uśmiechnąłem się do kolegi – chodź może weźmiemy sobie po piwku i rozpalimy w końcu tego grilla
-dobry pomysł

niedziela, 30 kwietnia 2017

Chcę oglądać twoje nogi... [cz. 3]

W niedzielę wszyscy wstaliśmy nieco później niż zwykle. Najpewniej było to spowodowane wypitym poprzedniego dnia alkoholem, ale tłumaczyliśmy sobie, że to wolna niedziela tak na nas zadziałała. Ja prosto z sypialni powędrowałem pod prysznic, a Kasia miała iść przygotować śniadanie. Gdy już ubrany szedłem w stronę kuchni, usłyszałem, że nasz gość również już wstał. Rozmowy i śmiechy dochodziły już od tarasu na całego. Czyli śniadanie dzisiaj na dworze. Ruszyłem aby do nich dołączyć.

Gdy wyszedłem lekko mnie zamurowało. Kasia ubrała się dzisiaj w bardzo krótkie spodenki i koszulę, która była dość cienka, przez co nieco prześwitująca. Oczywiście w połączeniu z jej brakiem stanika, wyglądała bardzo wyzywająco. Nie trzeba było się mocno przyglądać, by dostrzec to, co zazwyczaj zakazane dla obcych oczu. Do tego jednak, że jej biust jest nieraz wystawiony na wgląd innych oczu już się zdążyłem przyzwyczaić, więc szybko powrócił uśmiech na mojej twarzy i dosiadłem się do nich jak gdyby nigdy nic. Dopiero gdy odsuwałem krzesło dostrzegłem jeszcze jeden drobny element jej stroju. Na stopie znowu miała błyszczący łańcuszek. Również przez całą stopę, ale tym razem srebrny, w drobne listki.  Znów przez głowę przeszło mi myśl, skąd ona ta ma i gdzie to kupuje?
-głodny? – wyrwała mnie z rozmyślania Kasia
-owszem – dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że już mi w brzuchu burczy
-no to wcinaj
Nałożyłem sobie i zacząłem przysłuchiwać się rozmowie, którą swoim wejściem przerwałem.
-to mówisz, że na grilla miałbyś ochotę? – pytała naszego gościa Kasia
-a chętnie, już dawno nie grillowałem, a pogoda sprzyjająca
-o tak, pięknie dzisiaj – zgodziła się żona – i strasznie gorąco
-o taak – westchnąłem i uśmiechnąłem się, po czym wróciłem do jedzenia
-masz coś na myśli? – rzuciła mi niedbale Kasia – a z resztą, nieważne. Trzeba będzie podjechać do sklepu, bo na grilla nic nie mamy. Podjedziesz kochanie?

wtorek, 25 kwietnia 2017

Chcę oglądać twoje nogi... [cz. 2]

 Marek zaczął swój profesjonalny masaż podobnie jak wcześniej. Rozgrzał ręce i powolnymi, spokojnymi ruchami na przemian ugniatał,  gładził, ściskał i pieścił stopy mojej ukochanej. Tym razem jednak nie był już tak nieśmiały. Pewnymi ruchami obejmował całe stopy, a nieraz również kostki, łydki czy nawet uda do wysokości zakończenia sukienki. Dalej się nie wychylał. Oddech Kasi ponownie stał się jakby płytszy i bardziej przyśpieszony już po dosłownie dwóch minutach. Zaczynała się subtelnie wiercić na kanapie. Podobało jej się, a ja musiałem przyznać przed sobą, że mi też to wszystko się podoba. Jej podniecenie, jej stan no i stopy… masowane przez kolegę.

Marek tymczasem pozwolił sobie na nieco więcej. Uniósł lewą nogę Kasi lekko do góry i zbliżył swoją twarz do jej stopu. Wydawało się, jakby chciał ją pochłonąć… Zjeść, wylizać, wycałować. Ograniczył się jednak do przejechania nosem po wierzchniej części stopy, w sposób taki, że z boku wyglądać to mogło jak wąchanie najwyższej jakości cygara. Po chwili to samo uczynił z drugą stopą. Nie wiem czy mi się tylko wydawało, czy było tak naprawdę, ale widziałem, jak na końcu zatrzymał się i pocałował smukłą stópkę w okolicach palców. Wrócił do właściwego masażu, wprowadzając jednak swoją nowość co jakiś czas w życie. Także nogi Kasi coraz częściej wędrowały w górę, a Marek wykorzystując to zaczął ją od czasu do czasu całować i „smakować” swoim językiem. Żona była  zachwycona, a ja starałem się nie myśleć o tym, czy to aby całkiem normalne. Wszystko odbywało się w niesamowitej atmosferze, praktycznie w kompletnej ciszy, zakłócanej tylko pojedynczymi westchnięciami Kasi oraz wyznaniami zachwytu Marka dla stóp mojej ukochanej. Współgrali ze sobą bez słów. Kolega dawał przyjemność, a żona czerpała ją garściami dla siebie.

środa, 19 kwietnia 2017

Chcę oglądać twoje nogi...


Moja żona od zawsze miała dwa fetysze odnośnie swojej osoby. Pierwszy - to okazywana ostentacyjnie niechęć do staników, a drugi – to zamiłowanie do nóg. Swoich nóg. Dlatego też w jej garderobie zamiast setki różnorakich staników, miała dwie setki rajstop, podkolanówek, zakolanówek, skarpetek, pończoch, szpilek, botków i innych tego typu rzeczy. Nigdy mi to nie przeszkadzało, ba, nawet nie wiedziałem, że ma tego więcej niż inne kobiety. Dlatego też przez 10 lat naszego małżeństwa, znałem tylko jeden jej fetysz (czy tam wrodzoną niechęć) – ten ze stanikami. W końcu naprawdę ciężko było nie zauważyć, że praktycznie połowę życia chodzi bez górnej części kobiecej bielizny. Bardzo mi się to podobało w jej wydaniu, szczególnie, że nigdy nie przesadzała z eksponowaniem swojego biustu. Nie była wulgarna w swoim sprzeciwie wobec stanika, a po prostu pięknie komponowała swoje krągłości bez tego elementu garderoby. Delikatny zarys jej piersi pojawiających się spod najczęściej białych bluzek czy koszul, często powodował przyśpieszony napływ krwi w jedno miejsce mojego ciała. Rodzina i znajomi też znali jej poglądy na temat krępującej jej zdaniem bielizny, więc przyzwyczaili się do widoku prześwitujących półkul mojej małżonki. Koledzy często komentowali z aprobatą jej styl, a koleżanki starały się udawać, że to coś normalnego. Czasem tylko w chwilach, gdy w otoczeniu zaczynały dominować tematy podtekstowe, widać było zazdrość w oczach kobiet, gdy całe męskie grono wpatrywało się w twardniejące sutki mojej Kasi. Ale to sporadyczne przypadki, więc nie ma czego wspominać. W swoim proteście pomogła też mojej żonie matka natura, która obdarzyła ją naprawdę kształtnym i jędrnym biustem w rozmiarze D, a Kasia dzięki ćwiczeniom utrzymywała go cały czas w dobrej formie. Nie chwaliła się nim, ale też nie miała się czego wstydzić, więc zachowywała się bardzo naturalnie pomimo bardzo nachalnego niekiedy wzroku mężczyzn na ulicach, barach i innych publicznych miejscach.

niedziela, 26 marca 2017

[Nie] Udany wyjazd na narty


Bardzo dziękuję za 300 000 wyświetleń!! Niezmiernie mnie cieszy tak duże zainteresowanie blogiem. Mam nadzieję, że dociągniemy jeszcze szybszym tempem do miliona! A teraz nowe opowiadanie :) - Incognito


  -w zimie góry, w lecie morze – mruknęła moja żona, składając sweter i wkładając go do torby– to takie schematyczne
-schematyczne? To nie chcesz jechać na narty? – byłem dzisiaj bardzo spokojny
-oj głuptasie… wiesz, że chce
Alicja podeszła do mnie i dała mi buziaka. Taka już była. Moja piękna żona. Raz na tak, raz na nie. Jak typowa kobieta. Akceptowałem ją i kochałem od kilku dobrych lat, ale czasem zastanawiało mnie jak tak szybko można zmieniać zdanie. Uśmiechnąłem się do niej i powróciłem do pakowania rzeczy. Jutro mieliśmy wyruszyć na południe, w góry Świętokrzyskie, na narty, a jeszcze tyle do zrobienia.
-sprawdzić samochód, wynieść narty, załadować buty – wyliczałem sobie pod nosem
-jak zwykle zorganizowany – z nieukrywanym podziwem powiedziała moja żona i objęła mnie mocno od tyłu – ale obiecaj, że będzie fajnie
-no jasne, że będzie – odwróciłem się i pocałowałem jej gorące usta
Czułem miękkość jej ciała, ust, twarzy… Była bardzo seksowna. Od zawsze. Niezła figura, atrakcyjne rysy twarzy, uśmiech, którym mogłaby podrywać facetów na zawołanie i ten niezwykły, dziewczęcy sposób bycia. Uwielbiałem to.
-to pakujmy się, bo rano wyjazd – oderwała się od moich ust i przerwała rozmyślania

wtorek, 14 marca 2017

Wieczór Kawalerski część 4 - panieńskie wariacje

Na filmie pojawiła się ciche szmery, kilka koleżanek porozumiewawczo mrugnęło do siebie i odeszło od stolika. Karolina siedziała zadowolona i pewna siebie. Wzniosłą toast, a dziewczyny które z nią siedziały ochoczo uniosły drinki. Zanim zdążyły porządnie się napić, do stolika wróciły nieobecne przez minutę koleżanki w towarzystwie trzech mężczyzn. Na pierwszy rzut oka widać było, że dziewczyny zapraszały ich w pośpiechu, bo każdy z nich wydawał się bardzo „normalny”. Nie byli ani jacyś wysportowani, ani przesadnie wysocy, ani bosko przystojni (tak mi się wydawało, choć o urodzie męskiej raczej się nie wypowiadam). Panowie usiedli przy stoliku, a dziewczyny zaczęły głośno domagać się spełnienia zadania. Karolina pozwoliła im nakręcać się przez chwilę, po czym uniosła ręce na znak, by się uciszyły.
-cisza już – warknęła – chłopaki, może się zdziwicie, ale mam do was zajebiście ważne pytanie
Mężczyźni popatrzyli po sobie, potem spoglądali na dziewczyny i centralnie usadzoną Karolę, ale nic się nie odezwali. Wyglądali na pewnych siebie, ale chyba nie wiedzieli, czy mają się odezwać czy nie. W dodatku otoczeni gromadką rozweselonych przez alkohol pań, nie wiedzieli gdzie skupić wzrok i swoje myśli. Dlatego skinęli tylko niewyraźnie głowami w stronę najważniejszej kobiety tego wieczoru, nie wypowiadając żadnych słów.
-tylko bez ściemy – kontynuowała Karolina, która chyba prawidłowo odczytała ich gest – powiedźcie mi proszę, jakiej długości macie penisy?
-oczywiście we wzwodzie – rezolutnie dorzuciła Agata, czym wywołała gromki śmiech pozostałych koleżanek
Panowie popatrzyli po sobie, uśmiechnęli się i zaczęli jeden po drugim.
-21 centymetrów – odpowiedział pierwszy z nich z wyraźną dumą w głosie
-15 – rzucił drugi
-16 – zakończył trzeci

niedziela, 26 lutego 2017

Wieczór Kawalerski część 3 - wieczór panieński

 Drzwi do domu otworzyły się. Popatrzyłem na zegarek. Siedemnasta – no nieźle, równo dobę temu wyszła i dopiero wraca. To się nazywa balet. Panna młoda na całego. Wstałem, by upewnić się, że to na pewno moja przyszła żona. W progu zobaczyłem moją Karolinę oraz Agatę, bliską przyjaciółkę mojej narzeczonej i niedługo także świadkową na naszym ślubie. Dziewczyny wyglądały na lekko zmęczone i nieobecne, ale spodziewałem się gorszego widoku. Wszak każdy wie, że kobiety jak już mają okazję to balują zdecydowanie mocniej, niż faceci.
-no witam, witam! Ładnie się wraca z panieńskiego! – przywitałem moje panie
-no jak się wraca? Przecież wiesz, że spałyśmy u Darii w mieszkaniu, żeby się nie tłuc po nocy
-no wiem, ale nie liczyłem, że będziecie spać do siedemnastej
-oj nie przynudzaj – zbyła mnie Karolina
-dobra już dobra, a jak tam było?
-fajnie, dziewczyny się postarały – po minie wywnioskowałem, że ta krótka odpowiedź musiała jak na razie zadowolić moją ciekawość – a u was?
-też fajnie – uśmiechnąłem się – choć to w niewielkim stopniu zasługa chłopaków
-aha – z małym zainteresowaniem przyjęła do wiadomości Karola – idę pod prysznic się trochę odświeżyć, a potem chyba jeszcze chwila drzemki, bo ledwo chodzę
-no to idź się odśwież, a ty Aga, zostajesz na kawę?
-nie, dzięki, też już spadam, muszę odpocząć i nastroić się na jutrzejszą pracę
-zawsze możemy zrobić afterparty – zachęciłem ją
-o niee, na alkohol mnie nie namówisz, lecę, pa! – szybko pożegnała się ze mną i ruszyła do drzwi – pa Karol!! – krzyknęła jeszcze w drzwiach i wyszła
Karolina jej nie odpowiedziała, bo zniknęła już we wnętrzu naszej łazienki.

piątek, 10 lutego 2017

Wieczór Kawalerski część 2 - nad jeziorem

-co robisz, za tydzień bierzesz ślub! – odepchnęła mnie Gosia – a ja nie należę do tych, co oddają się na szybki numerek i znikają
-przepraszam… - wymamrotałem – za bardzo się nakręciłem twoim widokiem. Jesteś taka seksowna…
-ohh daj już spokój! Wyschnę, ubiorę się i zniknę, a ty zapomnisz o mnie w minutę
-na pewno nie! – oburzyłem się – twojego widoku nie zapomnę bardzo długo
-tak? – zaczerwieniła się Gosia – uważasz, że jestem ładniejsza niż twoja narzeczona?
-niestety nie, ale jesteś niemal tak samo piękna – odpowiedziałem zgodnie z prawdą
-dlaczego niestety?
-bo mówiłem ci, że nigdy nie kłamię, więc muszę niestety powiedzieć prawdę
-ale to przecież dobrze, że twoja przyszła żona podoba ci się najbardziej
-no dla mnie dobrze – wymusiłem mały uśmieszek – ogólnie na całe życie to dobrze, ale na teraz, niekoniecznie
-dlaczego?
-bo powiedziałem ci prawdę i spaliłem wszystkie szanse
-właśnie wręcz przeciwnie – odpowiedziała Gosia z lekkim, lubieżnym uśmieszkiem – za twoją szczerość pozwolę ci na jeszcze jedną rzecz. Pamiętasz, powiedziałam ci, że zrobiłabym dla ciebie wiele – zaznaczam wiele, nie wszystko. Wybrałeś kąpiel w jeziorze, a teraz masz drugą próbę. Jest tylko haczyk – raz – numerek odpada, ze względów które przedstawiłam ci minutę temu i dwa – chcę coś w zamian – mrugnęła kończąc
-ah tak – zamyśliłem się – w takim razie potrzebuję chwilę do zastanowienia się, o co mógłbym cię poprosić
-nie ma sprawy – zgodziła się – ja w tym czasie pomyślę nad tym, o co mogę poprosić ciebie – uśmiechnęła się

niedziela, 29 stycznia 2017

Wieczór Kawalerski

 Przygotowania do ślubu wchodziły na ostatnią prostą, a to oznaczało, że bardzo blisko już do tego pięknego wydarzenia.
-Cholera! To już tylko nieco ponad tydzień - pomyślałem już któryś raz tego dnia
Nie powiem, cieszyłem się na ślub z moją ukochaną. Sam przecież do niego dążyłem oświadczając się jej i namawiając ją później na wyznaczenie konkretnej daty. Ale im było bliżej ceremonii, tym bardziej miałem tego dość. Tych przygotowań, tej wariacji, ciągłej bieganiny i załatwiania. Masakra! Czasem (w sumie od jakiegoś czasu notorycznie) zastanawiałem się po cholerę nam to wszystko, skoro i bez ślubu jesteśmy szczęśliwi... No, ale powiedziało się A, nadchodzi czas na powiedzenie B.

Od wszystkich złych emocji związanych ze ślubem miałem się oderwać już jutro, na moim wieczorze kawalerskim. Niespecjalnie miałem na niego ochotę, szczególnie, że bywałem już na takich imprezach i najczęściej kończyło się to na chlaniu do nieprzytomności, ale nie było wyboru. Moi koledzy, bracia i znajomi narzeczonej nie wybaczyliby mi tego, że nie zrobiłem pożegnalnego wieczoru. Poza tym, Karolina (moja przyszła żona) miała na ten wieczór zaplanowany swój panieński, wiec i tak nie miałbym co ze sobą specjalnie zrobić. Dlatego też w sobotę, na tydzień przed ślubem, zorganizowałem swój wieczór kawalerski.

czwartek, 19 stycznia 2017

„Przedświąteczny nastrój” część 4

 -Cześć. Jak się nazywacie? - zapytała jedna z dwóch kobiet
-Grzegorz
-Karolina
-Miło mi, jestem Natalia
-Klaudia
-Michał
-Tomek
-Adrian
Wymieniliśmy uściski dłoni, a Tomek podał nam drinki. Były pyszne, niezbyt mocne.
-Jak się macie? Co tutaj robicie? - zapytał Michał, był przystojnym, grubszy brunetem i miał się czym pochwalić, siedział pewny siebie nie wstydząc się stojącego penisa
Podziwiałam tych ludzi, ale czułam, że powoli staję się częścią tego towarzystwa i razem z Grzesiem świetnie się bawimy i odnajdujemy.
-Zawiało drogę, akurat w pobliżu tego domu, naszym jedynym ratunkiem była noc tutaj. W samochodzie chyba byśmy zamarzli - odpowiedział Grześ
-No fakt, ja tak samo z moją kocicą Kinią, jutro wracamy ale super, że akurat tutaj zawiało drogę -ucałował rudą piękność, która miała również mały seksowny rudy paseczek na wzgórku łonowym.
Nie wiem dlaczego, ale od razu chciałam zobaczyć jak wygląda z bliska. Z daleka prezentowała się bardzo zmysłowo i dziewczęco

środa, 11 stycznia 2017

„Przedświąteczny nastrój” część 3 - nieoczekiwany przystanek

 Staliśmy tak dobrą minutę wpatrzeni na piękną nieznajomą. Zapewne też nasze oczy były wielkie oraz pełne zdziwienia. Pierwszy odezwał się Grzegorz.
-Witamy piękną panią. Czy możemy tutaj zaczerpnąć pomocy? - wypalił
-Oczywiście, zależy co ma Pan na myśli… - odpowiedziała znów tym swoim głosem
-Yyy…nie możemy przejechać, bo droga jest zawiana. Być może zna Pani objazd, drugą drogę lub jakimś cudem ma Pani pług, który przepchał by nam drogę na główną?
-Kochany… jakimś cudem pługu nie mam - zaśmiała się – jeżeli zawiało tą drogę to nie przejedziecie na pewno do rana. Zazwyczaj jeździ tędy pług co kilka godzin, ale przy takiej pogodzie, na pewno mają kupę roboty i prędko tutaj nie dojadą. Innej drogi nie ma, ta jest „główna”.
-Ohh… Kari wracamy do pensjonatu? – zrezygnowany mruknął Grzesiek
Gdy Grześ tak normalnie sobie rozmawiał z nagą nieznajomą kobieta i kombinował co dalej robić (co muszę przyznać podbudowało mnie), ja dalej nie byłam w stanie, nie wiedzieć czemu, wypowiedzieć ani słowa. Ocknęłam się gdy usłyszałam swoje imię.
-Tak? To kawał drogi…  ale musimy, w sumie nie mamy wyjścia. Chyba, że Pani wie gdzie jest najbliższy nocleg?
-Tutaj kochana, tutaj, trafiliście idealnie, że tak powiem – tajemniczo wtrąciła się naga kobieta
-Tutaj? Co tutaj może być? - zapytałam złośliwie
-Tutaj jest dom imprez ludzi tolerancyjnych. Zapraszam. – gestem wskazała nam korytarz, który był bardzo elegancki
-Możemy tutaj spokojnie przespać noc? W domu imprez? - zapytał tym razem Grześ
-Ooo nieee, co to to nie. Proszę się nazwą nie przejmować, bo konkretnej imprezy nie mamy tutaj na myśli, ale to już się sami państwo przekonacie, gdy zostaniecie na noc. Poza tym, na terenie domu panują specyficzne zasady.
-Jakie? - zapytałam znów kąśliwie
-Dowiecie się dopiero, gdy zadecydujecie zostać tu na noc. Nocleg nie jest drogi, sama wejściówka do domu kosztuje sporo, ale z uwagi na waszą kłopotliwą i wymuszoną nieco sytuację, jestem skłonna od niej odstąpić. Więc jak, wchodzicie?