sobota, 6 maja 2017

Chcę oglądać twoje nogi... [cz. 4]

-No Panowie, zabawiliśmy się trochę, a mieliśmy się przecież opalać i robić grilla! – Kasia jako pierwsza postanowiła rozpocząć na nowo rozmowę
-przecież jesteśmy na słońcu, więc się opalamy – odpowiedziałem
-tylko tak trochę na jednym leżaku, ale już uciekam – dodał Marek podśmiewując się i wstał
Usiadł na swoim leżaku i zaczął nakładać swoje bokserki.
-ja chyba potrzebuję znowu prysznica – zamyśliła się moja małżonka – bo to co mam na stopach i biuście, chyba kremem do opalania nazwać nie można
-raczej nie – wzruszyłem ramionami, udając, że to takie normalne stwierdzenie, normalnej sytuacji
Poszedłem w ślad za Markiem i również usiadłem na swoim leżaku, nakładając międzyczasie swoje bokserki.
-ehh, co ja się z wami mam – mruknęła Kasia i poszła do domu, w planach mając drugi tego dnia prysznic
-stary, twoja żona to petarda!!  - Marek wypalił podekscytowany, gdy tylko Kasia zniknęła za drzwiami tarasu – wy tak często się zabawiacie?
-skąd, to w sumie nasz pierwszy raz
-o jaa.. Ale nie jesteś zły?
-no co ty, przecież nic nie robimy wbrew sobie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą – poza tym, pewnej granicy nie przekraczamy
-w zasadzie tak. Ale powiem ci szczerze, że ciężko się powstrzymać
-domyślam się – uśmiechnąłem się do kolegi – chodź może weźmiemy sobie po piwku i rozpalimy w końcu tego grilla
-dobry pomysł


Nim Kasia wróciła do nas, grill już dymił w najlepsze, a my kończyliśmy browarka. Wparowała do ogrodu dokładnie tak jak wyszła, więc w samych majtkach od stroju kąpielowego. Wprawdzie poprzednie, czerwone, były już zapewne w koszu na pranie przez pewne soczki, które je pobrudziły, to teraz żona nadal kusiła nas zmyślnymi figami, tym razem bielutkimi. Zabraliśmy się z Markiem do przygotowywania posiłku. Przyniosłem z lodówki karkówkę i  ułożyliśmy ją na ruszcie, podziwiając to przyjemne skwierczenie, gdy tłuszczyk zaczyna się delikatnie stapiać na rozżarzone węgielki w grillu. Kasia w tym czasie stwierdziła, że woli poczekać na leżaczku i poopalać się jeszcze trochę. Ułożyła się na brzuchu i pomachała w naszym kierunku.
-Marek!! – krzyknęła – chodź, nasmarujesz mnie oliwką i pokażesz, czy umiesz masować coś poza stopami
-okej! – odkrzyknął jej nasz gość, uśmiechnął się w moim kierunku i ruszył do Kasi

Odprowadziłem go wzrokiem i patrzyłem przez chwilę, jak wyciska oliwkę na dłonie i zaczyna smarować moją żonę. Najpierw jej stopy, łydki i uda, a później rozpoczyna taniec dłońmi po jej plecach. Obróciłem karkówkę na drugą stronę i postanowiłem podejść do nich na chwilę i porozmawiać. Usiadłem na leżaku obok i podziwiałem jak Kasia wzdycha z rozkoszy i rozluźnienia pod naciskiem dłoni Marka.
-fajnie to robisz, też mógłbym się nauczyć – skomplementowałem kolegę
-oo dobry pomysł – odpowiedziała mi szybko żona
-nic trudnego – uśmiechnął się Marek – 3 miesiące kursu i możesz wykonywać masaż relaksacyjny, tak jak ja
Przeszedł w tym samym momencie do nieco innego masażu, z wykorzystaniem nie tylko dłoni, ale całych rąk. Ugniatał plecy Kasi nadgarstkiem i ręką, aż do łokcia. W niektórych miejscach zatrzymywał się i dociskał delikatnie łokieć, co powodowało delikatne syknięcia mojej żony. Wykonując ten ruch nieopatrznie podjechał łokciem za daleko i przejechał po figach mojej ukochanej.
-kurde, uważaj! – mocno zareagowała Kasia – takie tłuste plamy są nie do odeprania
-przepraszam… - zmieszał się Marek – przy prawdziwym masażu nie powinnaś mieć bielizny, co najwyżej ręcznik
-no i wolę jej nie mieć, niż mam ją po masażu wyrzucić! – oburzonym głosem podsumowała żona, uniosła do góry biodra i po chwili szybkim ruchem pozbyła się swojej ostatniej części garderoby, jaką na sobie posiadała
-kochanie, nie przesadzasz? – podniosłem się z leżaka
-oh przestań, pół dnia pozwalasz patrzeć koledze na mój nagi biust, a tyłek cię nagle przeraża? – odpowiedziała mi z ironią – poza tym to tylko masaż, nic więcej
-mam nadzieję… - nie byłem do końca przekonany
-nie marudź – Kasia była bardzo pewna tego, że to dobry pomysł – i przypilnuj karkówki, bo chyba się pali
-cholera! – krzyknąłem i ruszyłem do grilla

Karkówka była już prawie gotowa, ale podniosłem ruszt na wyższe „piętro” i przewróciłem ją jeszcze na drugą stronę. Patrzyłem przy tym cały czas na taras, gdzie odbywał się masaż mojej ukochanej. Wydawało mi się z tej odległości, że wszystko jest w porządku. Mimo tego, że Kasia leżała tam na leżaczku kompletnie naga, Marek zajmował się cały czas jej plecami, być może nie znacznie obniżając tylko zakres ruchów. Wytłumaczyłem sobie w myślach, że przecież na prawdziwych masażach kobiety z reguły są nago, osłonięte 30 czy 40 centymetrowym ręczniczkiem i to przecież coś zupełnie normalnego. Sprawdziłem karkówkę, która mimo podniesionego niedawno rusztu wydawała się już dochodzić. Ruszyłem do domu po talerz, żeby mieć na co ją zdjąć. Przechodząc przez taras specjalnie zatrzymałem się w pół kroku obok leżaka Kasi i głośno zakomunikowałem, że za chwilę będzie jedzenie. Chciałem ich lekko wybić z transu, a przy okazji przypomnieć o mojej obecności tutaj.
-mhm – tylko taką odpowiedź dostałem od Kasi, która wyraźnie była w siódmym niebie
Wydawała się bardzo odprężona. Marek nie odezwał się w ogóle. Nawet nie podniósł wzroku w moim kierunku. Był zajęty masażem i tym, by jak największy relaks zafundować leżącej pod nim Kasi. Przy okazji z bliska podejrzałem masaż, który wydawał się być całkiem normalny. Pewne, płynne ruchy rąk Marka uwalniały ze złych napięć całe, świecące od oliwki, ciało Kasi. Poszedłem do kuchni i wziąłem duży talerz. Odczekałem dwie minuty, żeby ewentualny masaż mógł się rozkręcić i zacząłem iść z powrotem do grilla. Po wkroczeniu na taras zobaczyłem delikatną różnicę. Marek swoich posuwistych ruchów nie kończył teraz w okolicach lędźwi, ale przeciągał je przez całe pośladki i kończył na udach. Nie byłem pewny czy zaczął tak robić gdy byłem w kuchni, czy po prostu wcześniej tego nie zauważyłem. Niemniej jednak teraz te ruchy były bardzo widoczne. Do tego Kasia mruczała przy nich jak kotka. Było to lekko, a może nawet bardzo, niepokojące, więc czym prędzej poszedłem po karkówkę, by zdjąć ją z grilla i zawołać ich zaraz na jedzenie. Taki plan miał w krótkim czasie przerwać ten seans. Wracając z mięskiem na talerzu przeszedłem bardzo blisko leżaka, na którym oddawała się przyjemności moja ukochana. Gdy zobaczyłem jak dłonie Marka znów wędrują przez pośladki, a jego kciuki niebezpiecznie wślizgują się w rowek i wędrują nim coraz dalej powiedziałem dość głośno: „Obiad!”. Nasz gość jak rażony piorunem zabrał z Kasi ręce i popatrzył w moją stronę. Żona natomiast leniwie odwróciła głowę i popatrzyła mi w oczy.
-zrób sałatę, a my zaraz kończymy – powiedziała powoli i spokojnie, po czym ponownie ukryła twarz w dłoniach

Nie chciałem się teraz kłócić, ale ten pomysł nie za bardzo mi się podobał. Popatrzyłem pewnym siebie i jednoznacznie wskazującym moje obawy wzrokiem na Marka, po czym ruszyłem do kuchni.
-sałatę, kurwa ją mać! – powiedziałem sam do siebie, głośno odstawiając talerz na stół – zaraz mu da dupy na moim tarasie, a ja będę jej robił sałatę!
Wkurzyłem się i nie miałem już ochoty na robienie czegokolwiek. Wyszedłem z kuchni i patrzyłem przez drzwi tarasowe na to, co dzieje się na zewnątrz. Masaż akurat został przerwany. Kasia odwróciła głowę do Marka, powiedziała mu coś i po chwili kolega zaczął iść w kierunku domu. Uciekłem z salonu do kuchni. Nie chciałem dać się przyłapać na podglądaniu. Szybko zacząłem nawet udawać, że robię tą cholerną sałatę!
-chodź – powiedział Marek już w progu – Kasia mówi, że musisz koniecznie teraz przyjść na taras
-po co? – zdziwiłem się
-nie wiem, ale chodź, powiedziała, że musisz, teraz, już, natychmiast!
Nie rozumiejąc sytuacji wyszedłem do żony. Podszedłem  do leżaka i popatrzyłem prosto na nią. Widziałem w jej oczach żar i podniecenie, co trochę mnie przeraziło.
-weź mnie tu i teraz, albo zaraz zgwałcę naszego kolegę! – syknęła
-co?
-to co słyszysz! Chodź i mnie wypieprz porządnie, bo już nie wytrzymam – to mówiąc uniosła się na leżaku i pociągnęła mnie do siebie. W mgnieniu oka moje bokserki znalazły się przy kostkach, a Kasia wypięła się na czworaka, zachęcając do penetracji.
-no już, proszęęę… - jęknęła

Podszedłem od tyłu i ustawiłem się swoim penisem u wejścia do jej wnętrza. Szybkim i pewnym pchnięciem wdarłem się do samego końca jej muszelki, po czym zacząłem ją mocno rżnąć, wykonując rytmiczne ruchy. Kasia od razu zaczęła głośny jęczeć, jakby już pierwsze ruchy miały zaraz doprowadzić ją do orgazmu.  Zerknąłem na taras, gdzie mógł znajdować się Marek. Stał tam i patrzył, jak pieprzę moją żonę.  Nie powiem, żeby było to przyjemne, ale odczuwałem tą satysfakcję, że mimo tego jak ją rozpalił, to ja ją zadowalam, a nie on. Złapałem Kasię mocno za pośladki i zacząłem napierać na nią jeszcze silniejszymi pchnięciami. Odpływała. Krzyczała coraz głośniej, nie zważając na to, że ktoś może nas usłyszeć. Niby mieliśmy dużą działkę i sąsiedzi byli bezpiecznie daleko, ale przy takich krzykach, gdy byliby na dworze, musieliby coś usłyszeć.  Popatrzyłem jak z każdym wysunięciem mojego penisa wręcz wylewają się soki z mojej ukochanej. Nigdy nie widziałem jej aż tak mokrej i podnieconej. W dodatku jej krzyki… które nagle ucichły. Spojrzałem przed siebie i znalazłem przyczynę dlaczego. Usta Kasi zostały szczelnie wypchane przez naszego gościa. Robiła mu loda, na moich oczach, z moim penisem w jej cipce. Poczułem dobrze znane mi przez ostatnie godziny uczucie zazdrości, złości i podniecenia. Mieszanka, która potrafi człowieka doprowadzić do szału. Zawsze przy takiej kombinacji któreś uczucie było najsilniejsze – inaczej się najwyraźniej nie dało. W tym wypadku musiało wygrać podniecenie, bo przecież cały czas pieprzyłem się z moją żoną. Moim ciałem władała ta mniejsza główka, a jej było bardzo przyjemnie. O ile to było możliwe, wzmocniłem i przyśpieszyłem jeszcze moje ruchy, utrudniając nieco zabawę Kasi i Markowi. Przez mocne pchnięcia penis kolegi co chwilę wypadał z ust żony na dwa-trzy kolejne pchnięcia i wracał z powrotem. Te krótkie przerwy pozwalały Kasi ponownie dać głośny upust emocjom jakie dusiła w sobie. Dlatego na przemian słyszałem jęki przechodzące w krzyki oraz głośne ssanie i „dławienie się”. Taki układ musiał doprowadzić nas wszystkich do szczytu. Pierwsza napięła wszystkie mięśnie Kasia, a jej cipka zaczęła mocno pulsować na moim penisie. Zaraz po tym zobaczyłem jak Marek napina się i wypełnia usta mojej żony solidną dawką nasienia, które ściekało na leżak przez jeszcze kilkanaście sekund. Ja bijąc się ze swoimi uczuciami potrzebowałem jeszcze chwili. Pieprzyłem cały czas w szalonym tempie moją ukochaną, a ona, gdy powróciła do świadomości po swoim orgazmie, zaczęła pomagać mi w tym. Skoordynowaliśmy swoje ruchy, tworząc „jedno ciało”. Kasia dodatkowo jeszcze bardziej wypięła swoje pośladki, dzięki czemu po każdym moim pchnięciu słychać było uderzenie jąder o jej ciało. Dwie, może trzy minutki w takim układzie i z głośnym westchnięciem wpompowałem w moją żonę swoją spermę, wydobywającą się ze mnie mocnymi strumieniami. Kasia drugi raz w ciągu tak krótkiego czasu odpłynęła. Napięła wszystkie mięśnie, rzuciła się kilka razy po leżaku, wreszcie zastygła w nieco dziwnej pozycji. Potrzebowaliśmy chwilę wytchnienia. Wszyscy.


Po kilu minutach wszyscy mieliśmy podobne odczucia. Każdy czuł, że przegięliśmy, ale nikt nie potrafił tego powiedzieć na głos. Każdemu z nas przy tym przegięciu było bardzo przyjemnie, każde z nas było spełnione, każde – szczęśliwe. Jednak każdemu było też głupio i widać to było z daleka. Najtrzeźwiej zachowała się cała prowodyrka tego zamieszania. Kasia wstała z leżaka i popatrzyła na nas z nieco głupią, niewiele mówiącą miną.
-chyba karkówka nam wystygła – powiedziała to tak normalnie, że aż parsknąłem śmiechem
Kasia spojrzała na mnie zaskoczona, po czym sama zaczęła się śmiać, bo chyba dotarło do niej, jak normalne słowa wypowiedziała po tak nienormalnej w sumie sytuacji. Marek patrzył na nas zdziwiony, jak oboje zanosimy się śmiechem, po zupełnie nie śmiesznym stwierdzeniu. W końcu też uśmiechnął się pod nosem, choć chyba bardziej z naszej głupoty niż z tego, co my. Niemniej jednak całe napięcie, mimowolnie wytworzone po niecodziennej sytuacji jaka zaistniała, zostało jakoś rozładowane. Przynajmniej na jakiś czas.

Przy obiedzie nie specjalnie wracaliśmy do tego, co stało się na tarasie. Postanowiliśmy jednak jedną rzecz. Mianowicie mieliśmy już więcej się dzisiaj nie kusić. Dlatego też każdy po jedzeniu ubrał się już normalnie i nie prowokował nikogo strojem. Spędziliśmy spokojne, miłe popołudnie, po czym Marek pojechał do siebie. Na odchodne zobowiązał się, że jeśli tylko będziemy mieć ochotę na wspólnego grilla albo jakiś masaż, to mamy śmiało do niego dzwonić, a on chętnie przyjedzie. Żona z uśmiechem na twarzy odpowiedziała mu, że na pewno będzie o tym pamiętać…

3 komentarze:

  1. Brawo!
    Super opowiadanie, w dodatku zadbałeś o realność.
    Warto było czekać.
    Oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne.
    Będzie kontynuacja?

    OdpowiedzUsuń

Jeśli opowiadanie przypadło ci do gustu - napisz. Gdy mam pewność, że ludziom podoba się to, co robię, dostaję niesamowitą dawkę motywacji do dalszej pracy i pisania.

Jeśli opowiadanie ci się nie podobało - również napisz. Konstruktywna krytyka jest często lepsza niż pochwały, dlatego również ją doceniam. W dodatku jeśli wytkniesz mi błędy - będę mógł je dostrzec i poprawić w następnych opowiadaniach.

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania! - Incognito.