piątek, 23 czerwca 2017

A wszystko to... przez urodziny [cz. 1]

-ohh, taak! Taak! Cudownie! Dochodzę!! – kobieta chciała krzyczeć z rozkoszy, ale cudem powstrzymywała się przez wzgląd na dziecko, śpiące w pokoju obok
Mężczyzna wchodził w nią z impetem. Raz po raz. Mocno. Jak maszyna. Wiedział, że Ona to uwielbia i wtedy odpływa najbardziej. Ona dociskała go jeszcze swoimi nogami do siebie. Chciała, by wchodził jeszcze głębiej, by aż rozrywał ją w środku! Jeszcze chwila, chwilunia… Napięła się i zacisnęła mięśnie, które ujawniały się tylko w takich momentach. On też był już blisko. Dwa, trzy pchnięcia i wbicie. Mocne, do samego końca. Aż jądra uderzyły o twarde, ściśnięte pośladki ukochanej. Wystrzelił swój ładunek prosto w jej wnętrze. Był spełniony, Ona też.

Spoceni, szczęśliwi, zaspokojeni. Edyta i Piotrek wtulili się w siebie nago, po cudownym seksie jaki przed chwilą odbyli.
-wiesz, jesteś w tym świetny – skomplementowała męża Edyta
-dzięki – uśmiechnął się – ty też jesteś dobra
-skoro tak twierdzisz – ze szczerym uśmiechem wtuliła się jeszcze bardziej – Kocham Cię
-Ja Ciebie też kochanie
Dał jej kolejnego buziaka tego wieczora. Tym razem mniej erotycznie, w czoło. Piotrek przypatrzył się swojej żonie. Młodsza od niego o dwa lata. On za dwa dni miał mieć 35-te urodziny, Ona nie tak dawno miała trzydzieste trzecie, a wciąż urodą przypominała seksowną dwudziestoparolatkę. Choć nie była najszczuplejszą kobietą na świecie, bo jednak nieco krągłości tu i tam się u niej pokazywało, ani też najwyższą, bo ciężko o taki tytuł przy wzroście 165 cm, to mimo wszystko była ładna. Dla Piotra - piękna, dla całego świata – po prostu – ładna. Nie była gruba, tego nie można było jej zarzucić. Wręcz grzechem byłoby takie stwierdzenie. To, że nie chodziła w wadze „piórkowej” nie robiło z niej automatycznie otyłej. Po prostu była zaokrąglona w niektórych miejscach. W dodatku jej krągłości uwypuklały się nie tylko w boczkach czy udach, które dziwnie rozrosły się po ciąży, ale też krąglutkich i – dzięki przysiadom – sprężystych pośladkach oraz dużym, wciąż jędrnym i kształtnym biuście w rozmiarze duże D. Te atuty sprawiały, że Edyta wciąż potrafiła przyciągnąć wzrok mężczyzn. Potrafiła się podobać. Piotr był z tego dumny.


Jako ukryty rogacz namawiał ją kiedyś, by chętniej pokazywała swoje ciało, by potrafiła – choć dla wzroku – dzielić się swoją figurą z innymi facetami. Edyta jednak nie była do tego przekonana. Owszem dawała się namówić na zwiewniejsze sukienki, na krótsze niż to niekiedy było odpowiednie spódnice czy spodenki, nawet na opalanie topless (które swoją drogą weszło jej w krew na wakacjach w Grecji) czy nago na plaży nudystów (tu już trochę gorzej, ze względu na to, że na większości plaż dla „golasów” kobiet jest jak na lekarstwo i każda, która się tam pojawia, wywołuje zbyt duże zamieszanie). O flircie jednak – a już tym bardziej – o zdradzie, nie było mowy. Piotrek akceptował to. Z jednej strony nawet był z tego powodu szczęśliwy, bo przecież któż by nie chciał mieć wiernej, oddanej, kochanej żony. Z drugiej strony jego ukryta natura, pragnąca tego, co dla większości dziwne, czasem nawet chore, była ciągle niezaspokojone. Chciał poczuć jak to jest, gdy obcy facet dotyka  jego żonę. Całuje ją. Pieści. Jak Ona klęka przed nim, wyciąga żylastego drąga i robi mu loda, a później On w podzięce pieprzy ją jak jeszcze nigdy dotąd. Na samą myśl Piotrowi krew napływała w okolice krocza.
-oh, jeszcze ci mało? – zapytała kokieteryjnie Edyta, gdy poczuła rosnącego ponownie penisa męża na swoich pośladkach
-przy tobie zawsze mi mało – odpowiedział, choć wiedział, że to tylko połowiczna prawda
Nie chciał jednak ponownie zaczynać tematu zdrady, bo wiedział, że do niczego to nie doprowadzi. Pogadają, pogadają, Edyta będzie na nie, powie o ich, - o jej – miłości, wspomni o ich córce, aż w końcu na odczepne powie, że ewentualnie przemyśli to za jakiś czas. I tyle. Znał już ten scenariusz i nie chciał go przerabiać po raz „enty”.
-myślałeś już co byś chciał dostać na urodziny? – nagłe pytanie zawisło w powietrzu
-prawdę mówiąc, ty wiesz co – Piotr zaskoczony tym pytaniem, odpowiedział coś, co nie do końca było przemyślane

Od razu po tych słowach poczuł ucisk w żołądku. Czuł, że jednak rozmowa, której nie chciał dziś przeprowadzać, teraz go nie minie. Popatrzył na żonę z mieszanką strachu i zawstydzenia w oczach. Odwróciła się do niego i popatrzyła mu w oczy.
-tylko tyle? – rzuciła
-to jest tylko?
-ehh – wzruszyła ramionami – tylko, bo wiesz, jakie mam na ten temat zdanie. W związku z tym wiesz, że tego nie spełnię, a co za tym idzie, nie dostaniesz prezentu
-trudno – teraz to On wzruszył ramionami
-ale – zaczęła i zrobiła pauzę, dla dodania dramaturgii swoim słowom - mam za to pomysł na coś lepszego
-to znaczy?
-to znaczy, coś fajnego – uśmiechnęła się – chcesz mieć niespodziankę, czy wolisz wszystko wiedzieć?
-chyba wolę niespodziankę – Piotr nie liczył na zbyt wiele
W jego mniemaniu wiedzieć teraz czy za dwa dni o jakimś wyjściu do kina czy koncercie to nie wielka różnica. Na nic więcej nie liczył.
-tak myślałam – znów ten piękny, niczym nie zmartwiony uśmiech Edyty – bądź w urodziny gotowy o 17 na wyjście, tyle mogę ci zdradzić
Czyli kino albo koncert – zatryumfował w myślach Piotr - Cóż za szalony pomysł ze strony mojej ukochanej! 
-a, nie dodałam, że idziemy bez Julki – kobieta jeszcze wtrąciła słówko
To raczej koncert – teraz już prawie pewny tego, co go czeka, Piotr wtulił się w żonę.
-Kocham cię – szepnął, czym wywołał miłe uczucie u Edyty

Ona doceniała każdy jego gest miłości, zwłaszcza w łóżku. Uwielbiała, gdy mówił jej czułe słówka albo wyznawał miłość. Jak każda, albo prawie każda, kobieta.

Zasnęli w objęciach, zapominając o tym, że ich pidżamy leżą na podłodze, tuż obok ich bielizny. Dopiero rano, gdy Piotr obudził się dźwiękiem budzika, zdał sobie sprawę, jaka byłaby heca, gdyby Julka – ich sześcioletnia córka – wpadła z samego rana do ich sypialni. A potrafiła to robić i to nawet o 5 rano! Tym razem jednak udało im się dospać w spokoju aż do nieprzyjemnego dźwięku budzika, a później, bez zdziwionego spojrzenia córki, zebrać ciuchy z podłogi. Mała przyszła dopiero, gdy oboje byli już w szlafrokach, a pidżamy grzecznie złożone były na poduszkach, czekając na następny wieczór. Oboje w głowach mieli przez chwilę głośne „uff”.

Poranek nie różnił się niczym od ich codziennego rytmu. Czasem obojgu wydawało się, że o 6.30 działają jak roboty. Piotr wstawał pierwszy nastawiał wodę i robił kawę. Edyta w chwilę później zjawiała się w kuchni i zajmowała się śniadaniem. Mężczyzna brał szybki, pobudzający prysznic, a po powrocie do kuchni wyjmował rzeczy do zabrania na drugie śniadanie – najczęściej jogurt i krążki ryżowe dla żony, jabłko, kanapka (którą wraz ze śniadaniem robiła Edyta) i kartonik soczku dla córki, niedużą butelkę wody dla siebie. Miał w pracy stołówkę, więc nic więcej nie potrzebował. Jula w tym czasie próbowała się ubrać (często wymagało to jednak poprawek mamusi) i siadała grzecznie do jedzenia. Po śniadaniu pierwsza do łazienki uciekała Edyta, brała prysznic, ubierała się i malowała. Zajmowało to chwilę czasu, więc Piotr z Julą nie musieli śpieszyć się ze śniadaniem. Gdy wracała, wprowadzała poprawki w ubiorze córki, a Piotr szykował się do wyjścia. Punkt 7.40 zawsze byli gotowi. Wychodzili razem, ale rozchodzili się już na podjeździe. Piotr zabierał Julkę do przedszkola swoim samochodem, a później jechał do pracy. Był kierownikiem, więc to, że przychodził pięć czy dziesięć minut po 8 niewiele mu przeszkadzało. Edyta za to musiała być w pracy na 8.00 więc swoim samochodem prosto z podjazdu gnała do pracy. Na całe szczęście mieszkali w miasteczku, które dalekie było od metropolii i w 20 minut można było spokojnie dostać się w niemal każdą jego część. Do tego ogromną zaletą było to, że parkingi były darmowe, więc mogli jeździć sobie dwoma samochodami, nie bacząc na koszty.

Lubili swoje życie i nic by w nim nie zmienili. No może poza Piotrem, który najczęściej podczas miłosnych uniesień, przypominał sobie o tym, że On jednak chętnie by coś do ich życia wprowadził. Gdy jednak gorąca atmosfera sypialniana mijała, a zaczynało się normalne, spokojne życie – doceniał co ma i nigdy, przenigdy nie narzekał.

Dzień minął im jak zawsze, a kolejny, urodzinowy, rozpoczął się w formie ctr+C, ctr+V z dnia poprzedniego. Znów poranek robotów i schemat, który dobrze znali. Zachwiany jedynie przez krótkie życzenia dla Piotra połączone z pocałunkiem od Edyty, oraz równie krótkich życzeniach i wręczeniu laurki od Juli. Później rozjechali się jak zawsze w swoją stroną.

W trakcie pracy Piotr dostał smsa od żony.
„To już dziś o 17!! Odwieź Julę prosto do mamy, Kocham Cię, Pa :* ”
Uśmiechnął się pod nosem i wrócił do swoich czynności. Podświadomie i tak wiedział co go czeka, więc ten sms niewiele zmieniał. Nie nastawiał się na jakąś zaskakującą niespodziankę. Był realistą i dzięki temu był tu, na kierowniczym stanowisku, z cudną żoną i śliczną córeczka, a nie gdzieś w obłokach. Dokończył projekt, który miał na dzisiaj zatwierdzić i dopiero odpisał żonie.
„Już nie mogę się doczekać :) Też Cię Kocham”
Nie myślał o tym więcej, aż do momentu, gdy zostawił Julkę u swojej mamy.
-bawcie się dziś dobrze – rzuciła mu na odchodne – i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, staruszku!
Wsiadł do samochodu i dopiero wtedy miał chwilę na zastanowienie się, co dziś będą robić. Ciągle chodził mu po głowie ten koncert – chociaż nie pasowała mu godzina. 17 to trochę wcześnie, zwłaszcza w piątek. Może po prostu idą do restauracji? – myślał – albo jednak to kino, seanse o 17 to norma. Nie zdążył wymyślić nic innego nim dotarł do domu.

Po wejściu do środka usłyszał charakterystyczny dźwięk branego prysznica. Rzucił swoją teczkę na komodę i ruszył do kuchni. Potrzebował uzupełnić płyny po ciężkim dniu w pracy. Nalał sobie wody i wkroił do niej limonkę. Wybrałby piwo, ale nie był pewien, czy nie będzie potrzebował jeszcze dziś trzeźwego umysłu do kierowania samochodem. Usiadł w salonie i włączył telewizor. Miał chwilę wolnego, skoro Edyta okupowała prysznic. Rozsiadł się wygodnie, założył nogi na stolik i włączył kanał motoryzacyjny. Po ciężkim tygodniu nawet ta krótka chwila tylko dla siebie była boska. Siedział tak i gapił się głupio w ekran, „nie licząc godzin i lat…” jak śpiewał pewien polski artysta. Może z tym lat to lekka przesada, ale po dobrych dwudziestu pięciu minutach zaczął się zastanawiać, co tak długo w łazience robi jego małżonka? Wstał i podszedł do drzwi.
-kochanie co tak długo? – zapytał przez zamknięte wejście do ich jedynego, prywatnego miejsca w domu, jak zwykli nazywać łazienkę po urodzeniu się ich córeczki
-oh, już jesteś – zaskoczony głos odpowiedział mu ze środka – już wychodzę – dodała już spokojniej Edyta
Dosłownie dziesięć sekund później spełniła swoje słowa i wyszła z łazienki. Piotr nieco się rozczarował. Oczekiwał, że skoro spędza tam tyle czasu, to wyjdzie ubrana jakoś bardzo wieczorowo, seksownie, będzie go kusić, tymczasem wyszła w prostych, jasnych jeansach i białej bluzce. Klasycznie, jak na co dzień.
-nie potrzebujemy się stroić? – zapytał zdziwiony
-nie – odpowiedziała spokojnie i odeszła z ubraniami w ręku, które najpewniej były już do prania – umyj się tylko
- skoro tak – w typowy dla siebie sposób wzruszył ramionami Piotr i ruszył pod prysznic

Zmył dokładnie cały swój dzień w pracy, przyjemnie się przy tym orzeźwiając. Ochłonął też jego umysł, który teraz zaczął pracować na najwyższych obrotach. Tysiące myśli przygalopowało do jego głowy, a wśród nich najważniejsze – mówiące o tym, że się mylił. Skoro Edyta się nie stroiła, to odpadała restauracja. W takim stroju odpadało też raczej kino. Koncert wykluczył już dawno. Był w szoku. Udało jej się go zaskoczyć. Teraz zupełnie nie wiedział, czego ma się spodziewać. Siłownia? Fitness? Kurs tańca? To by wyjaśniało bardziej sportowy styl – myślał intensywnie – chyba, że jedziemy na jakiś piknik? Nie, za zimno. Przestał się zastanawiać, bo nie przynosiło to żadnych rozwiązań. Jedno, które gdzieś w podświadomości ciągle trzymał – teraz runęło już całkowicie, a reszta była mniej ważna. Łudzenie się, że sprezentuje mu pokaz z jakimś panem, że w końcu spełni jego rogaczowe zachcianki można było wrzucić między bajki, zupełnie innej niż ta, która rozgrywała się tego dnia. Tak ubrana na pewno nie spotkałaby się z potencjalnym kochankiem – tego mógł być pewien.

Pogodzony z tym, że nijak nie wie co go czeka, ubrał się i ruszył do żony. Edyta już czekała na niego siedząc na kanapie. Obok niej leżał plecak, dość solidnie czymś wypełnionym.
-no jesteś – podniosła się – to ruszamy
-a dokąd? – zapytał Piotr nieśmiało
-chciałeś niespodzianki? – pokiwała grożąc palcem – to teraz nie pytaj
-okej
Założyli buty i wyszli przed dom.
-autem, taksówką czy piechotą? – zapytał solenizant
-autem – odpowiedziała organizatorka tego popołudnia – moim – dodała, widząc jak Piotr idzie do swojego samochodu
-aha – wzruszył ramionami
Usiedli i wyjechali. Gdzieś.

Jak to zwykle bywa w miejscowościach, które ledwo osiągają 300 tysięcy mieszkańców – dojazd do celu trwał jakieś 15 minut. Gdy zajechali na parking, Piotr uniósł zdziwione brwi.
-co my tu?... – zawiesił pytanie
-będziemy robić? – dokończyła za niego Edyta – jak to co? Idziemy do sauny!
-udało ci się mnie zaskoczyć
-widzę – uśmiechnęła się wysiadając z auta – taki był plan
-super – Piotr wydawał się szczerze zadowolony
Rzadko chodzili do sauny. Najczęściej będąc gdzieś na wczasach. Zaczął zastanawiać się, czy tutaj, podobnie jak za granicą, panują takie same zwyczaje. Głównie jeśli chodzi o strój, a w zasadzie, jego brak. Cóż, już niedługo miał się o tym przekonać, ale opcja z brakiem stroju zdecydowanie bardziej mu odpowiadała. W zasadzie mogę namówić Edytę do tego, nawet gdy nie będzie takiego regulaminu  - z tą myślą udał się za żoną do recepcji. Gdy żona podała karnet na wykupiony już na dziś czas a pani z obsługi zaczęła ich informować o zasadach pobytu tutaj, Piotr zawiesił się już na pierwszym punkcie. Z uśmiechem na ustach pani wypowiedziała:
-oczywiście wiedzą państwo, że na terenie całej strefy saun obowiązuje zakaz noszenia tekstyliów. Jedyne dopuszczalne nakrycie to ręcznik, który znajdziecie państwo w swojej szafce…

3 komentarze:

  1. Bardzo dobry początek ☺️

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba się, podoba ☺ Dzięki i oby tak dalej

    OdpowiedzUsuń

Jeśli opowiadanie przypadło ci do gustu - napisz. Gdy mam pewność, że ludziom podoba się to, co robię, dostaję niesamowitą dawkę motywacji do dalszej pracy i pisania.

Jeśli opowiadanie ci się nie podobało - również napisz. Konstruktywna krytyka jest często lepsza niż pochwały, dlatego również ją doceniam. W dodatku jeśli wytkniesz mi błędy - będę mógł je dostrzec i poprawić w następnych opowiadaniach.

Pozdrawiam i zachęcam do komentowania! - Incognito.